Stwierdzenie, że książki żyją własnym życiem jest mało odkrywcze...
A jednak znowu trafiłem na smaczek z mojej niedawno odzyskanej z pudeł biblioteki. Pomyślałem sobie, że skoro JP II ma zostać beatyfikowany, to warto co nieco o Kurii Rzymskiej poczytać. Automatycznie nasuwa się google, ale nie, przecież mam „Spiżową Bramę” Tadeusza Brezy. Kiedyś w czasach prehistorycznych czytałem tą książkę. Ale to jeszcze za komuny. Trochę się obawiałem, że to nachalna propaganda. Rzecz pisana w latach 56-59 ubiegłego stulecia ( ależ to brzmi !!!) przez Tadeusza Brezę, o którym wiedziałem tyle, że napisał jeszcze „Urząd” ( niegdyś lektura”) i „Ucztę Baltazara”, którą filmowcy skopali do imentu. Nawet krążył wierszyk o twórcach adaptacji: „Nie sztuka ucztować, uczta się filmować”. A górnik o imieniu Baltazar, który zobaczył afisz z filmem, skwitował tytuł krótko: „Sami się uczta!”. Takie to anegdoty wokół poważnego tematu krążyły. Wracając do propagandy, postanowiłem sobie przypomnieć kim jest autor, głównie w celu dania odporu teściowi, który na dźwięk nazwiska Szymborska wyburczał: pisała wiersze o Stalinie. Wicie, rozumiecie, taki ciemny ten Komitet Noblowski, nie poznał się kto zacz.
Wracając do „Spiżowej Bramy”, ze zdumieniem przeczytałem, że Breza urodzony w 1905 roku na Ukrainie, studiował prawo, otarł się o benedyktyński nowicjat, by w końcu wylądować na filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. A po wojnie był w Rzymie attache kulturalnym, wtedy też robił notatki, z których powstała książka.
A dlaczego książka żyje swoim życiem?
Bo Breza napisał w niej ciekawe słowa: „Tak samo jak każda rzecz, której się tknął Midas, stawała się złota,podobnie każda osoba naznaczona na coś przy osobie papieża, od razu urasta i fioletowieje.” I tak sobie pomyślałem, że pisarz, który zmarł w 1970 roku, jakimś dziwnym trafem przewidział karierę kardynała Dziwisza, który dostąpił zaszczytów właśnie w aureoli papieskiego sekretarza. A moim skromnym zdaniem gospodarz Pałacu Biskupiego przy Franciszkańskiej dość blado wypada na tle innych hierarchów krakowskiej diecezji. Osobiście zetknąłem się z Janem Zającem i uważam go za bardzo sympatycznego, rzeczowego biskupa. Także o Nyczu słyszałem wiele dobrego. Ale cóż – Raba Wyżnia to jednak nie Wadowice.
Co do książki, miłym zaskoczeniem jest fakt, że praktycznie nie znalazłem w niej do tej pory żadnych ideologicznych ataków na religie, czy papiestwo. Ciekawe, jakie mechanizmy spowodowały wydanie tej książki w rządzonej przez ateistów Polsce.
Na marginesie kapitalnie czyta się wplecione w treść eseje o sztuce Tycjana, czy Veronese… Nabieram przy nich apetytu na odwiedzanie włoskich i francuskich galerii sztuki…
Pomyślałem sobie przy tym jak krótki żywot mają różne gadżety, którymi się otaczamy. Rok, dwa i pojawiają się nowe. A tu pięćdziesięcioletnia przyjaciółka w eleganckiej płóciennej oprawie trzyma się prawie jak Miss Universum. Jak mawiali starożytni: „Czytajcie a znajdziecie”.
Hmmm… zachęciłeś mnie do przeczytania książki, do której bezskutecznie zachęcała mnie przez pół życia moja Babcia bibliotekarka. Bardzo ceniła \”Spiżową bramę\”. Wiem nawet, gdzie ją kupię całkiem tanio. Otóż od paru lat jeżdżę z darami do sklepu fundacji \”Emaus\” w Nowej Hucie, zwanym przeze mnie sklepem \”U Bezdomnych\”, bo fundacja opiekuje się nimi właśnie. Gdy tam byłam ostatnio widziałam kilka \”Spiżowych bram\” cena książki od 2-5 zł. To też znak czasu. Coś, co kiedyś trzeba było wystać w kolejce dzisiaj jest tanie i bezdomne…
To ja nie wiedziałem, że Twoja Babcia była bibliotekarką. A może wiedziałem, ale jak wielu informacji, nie zapamiętałem.I napisałaś o tym akurat w dniu jej Święta.A ja zaraz \”idę\” czytać Twojego kolejnego posta.