W domu ciepełko, gra ambitna muzyczka – Modern Talking zwany swego czasu „Młode Tłoki”. Za oknami biało i mokro. Po prostu zima rowerowa.
Kraków zasypany. Już, już wydawało się, że asfalt wylezie na dobre na ścieżce. Tymczasem zawiało, zawirowało i przyczepność moich letnich kół zmniejszyła się niebezpiecznie. Tyniecka przymarznięta, w każdej chwili można wyłożyć się pod niebezpiecznie blisko przemykające samochody. Za to ścieżka trochę przysypana, pod spodem warstwa lodu, ale przynajmniej nikt ze mnie placka nie zrobi. Trochę wąsko i z górki strach, ale do przodu, do przodu. I za frico.
Teraz w zimie jeżdżę wariantem „miejskim”. Praską, przez Dębniki, Most Grunwaldzki, kawałek Dietla, potem Miodowa, koło cmentarza żydowskiego i już Galeria… Nie jest źle. Około 1500 m krótsza trasa.
Dzisiaj był znośnie. co prawda odcinek Praskiej nieposypany i biała smierć wyzierała spod kół, ale utrzymywałem równowagę. Na Barskiej zablokowałem jakiegoś kierowce, ale nawet spokojnie jechał za mną. Panuje kultura bycia, tylko raz niemal zaliczyłem lusterko w łokieć. Ogólnie jest cool – gdzieś -2 poniżej zera.
Zastanawiam się co zrobię jak skończy się zima rowerowa i na wiosnę wylęgnie rowerowa stonka. Zimowy dwukołowy miś… W sumie to lubię takie ekstremalne warunki. Tym bardziej, że w robocie ciepło, kawka, pączki etc..
Co do zimy – to tych rowerzystów dość sporo jest, widać, że naród powoli dość ma korków i spalania kasy…. I hartuje się coraz bardziej. W każdym razie na wypadek kolejnego zlodowacenia uodporniona część populacji ma zdecydowanie większe szanse…
Miałem jeszcze pisać o rzeczach smutniejszych, ale chyba to odłożę. Zbyt pięknie na zewnątrz, zbyt beztroska ta muzyka.
Takie tam – „(n)owoczesne gadanie”….
Pozdrowienia z zimowych Pychowic, o których zimowych dolegliwościach pisałem w tym, zabawnym, felietonie, zatytułowanym: „Dziura w oscypku”.
A na koniec śliczny cytat z „Zimy z wypisów szkolnych” Ildefonsa Gałczyńskiego:
„Hej, tam w Warszawie jest pan minister
siwy i taki miły,
przez okno rzuca spojrzenia bystre,
bo chce, by dla ciebie były
zimą sopelki, śniegi i lody:
wszystkie zimowe wygody.
Jeżeli tedy sanki usłyszysz
i dzwonki ich tajemnicze,
wiedz: to minister w skupionej ciszy
nacisnął taki guziczek,
że gwiazdki dzwonią i gwiazdki lśnią
nad miastem i nad wsią”
Powiem Ci Przemku, że jak nigdy czekam na wiosnę i na to, żeby rowerek wyciągnąć i do pracy na nim jeździć. Jakoś mi dziwnie ruchu brakuje, nawet na basen zaczęłam chodzić 🙂 Tak więc, oby do wiosny 🙂