Będzie garść informacji z mojego ulubionego poletka. Uprzedzam, że w nastroju raczej nostalgicznym…
O tym jeszcze nie wiecie, ale pasjonuje mnie Kraków. Bo to moje miasto rodzinne, w którym wychowywałem się głównie w dwóch miejscach: na Salwatorze nieopodal Krakowskich Błoń i przy Floriańskiej, gdzie bywałem u moich Dziadków ze strony Ojca.
Nierzadko też bywałem w Zakopanem, skąd pochodzi moja Matka. Tam krążyłem między nowym cmentarzem, na którym pochowani są Dziadkowie ze strony Mamy, kamienicą przy Nowotarskiej 5, która niegdyś była ich własnością a Tatrami, w których do dzisiaj jestem zakochany – niestety platonicznie, bo ciągle brakuje czasu, żeby się na jakąś porządną wyrypę wybrać.
Teraz to już zupełnie inne miejsca. Krakauerów w Krakowie coraz mniej, migracje zachwiały proporcjami. Nowsi i najnowsi mieszkańcy nie są już tak zrośnięci z podwawelską tradycją. O Zakopanem już nie wspominam, bo tam tabuny Mazowszan rozpychają dudkami góralskie portfele.
Wczoraj wpadły w moje ręce dwa archiwalne numery miesięcznika „Kraków”.
Ludzie – co to za uczta dla ducha. Jest wspomnienie o profesorze Wiktorze Zinie, którego parodiowałem dość udatnie ( zaświadczyła o tym jego córka – Monika, z którą chodziłem do liceum). Jest tekst o profesorze Marku Eminowiczu z tegoż V Zakładu, który co prawda mnie nie uczył, ale z jego córką, Kingą przez jakiś czas siedziałem w jednej ławce.
Co do Zina, to okazało się, że do jego dziadka w Hrubieszowie zaglądał Bolesław Leśmian, tamtejszy notariusz. Leśmiana po prostu ubóstwiam… A sam Profesor podczas studiów na Politechnice Krakowskiej mieszkał w klasztorze augustianek przy kościele św. Katarzyny na Kazimierzu.
Jest i o Rodzinie Turowiczów, z których wywiódł się wieloletni Naczelny „Tygodnika Powszechnego”, jedynego periodyku, który dało się czytać w czasie stanu wojennego. PO znajomości można go było nabyć w siedzibie kolportażu Wydawnictwa Znak przy ul. Starowiślnej, prawie tuż przy Dietla. Urzędował tam Jacek Rakowiecki, późniejszy – już warszawski – Naczelny „Przekroju”.
Zachwycam się tym Krakowem, bo i mnie się parę razy udało otrzeć o Wielki Świat. Krótko, bo krótko, ale pracowałem w kramie w Sukiennicach. Kiedyś przyszedł Olbrychski ze swoją świtą kupować Andrzejowi Wajdzie prezent na 70 urodziny. To był rok 1995. Zacytuj ę fragment z „Dziennika”, który dość skrupulatnie prowadziłem przez cały rok:
Więcej, więcej o Krakowie 🙂 Poprosimy.Ela
Będzie, będzie, tylko odkurzę pamięć
Przemek i porządki?? Niesamowite 😉
Samowite, samowite. Czasem je robię.A tymczasem prosze autora o ujawnienie swojej tożsamości.Mój Tato dodał po przeczytaniu tego postu, że na Floriańskiej przez jakieś półtora roku po urodzeniu mieszkałem, zanim przeprowadziliśmy sioę na ul. Prusa 1 ( ówczesna Słoneczna).