Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Felieton post-wakacyjny

Prawie gotowy felieton nabazgrolony w kajecie czeka na wklepanie do komputera i umyślnym łączem internetowym przesłanie do redakcji.
Jest w nim o psach, przeszkadzaniu i lekceważeniu świętego spokoju. 

O stoperach do uszu, zagrożonej pracy twórczej, potarganych psimi kiełkami – bo małe – łydkach i porannych harcach przyjaznych –
ha ha – czworonogów.
O znieczulicy otoczenia na potrzebę naszej małej akustycznej stabilizacji. O potrzebie mówienia prawdy prosto w oczy, bez owijania w bawełnę nieszczerości i obleśnego uśmiechu. 

O plotkach i płotkach. Że niby plotki przez płotki się rozchodzą.

Stoją paniusie i panowie po dwóch stronach ogrodzenia i szepczą, że tego dzieci takie, a tamtego samochód owaki. 
I w ogóle jakoś tak strasznie ambonalnie i agonalnie miało być. Że niby z ambony i o sprawach dla autora ostatecznych. 
Wszystko to już literka po literce na kartkach w kratkę rozpisane było. Szykował się w parafii straszliwy galimatias. Gromy na głowę autora. Złowrogie pomruki nad Redakcją. Odsądzanie od czci i wiary. Protesty i petycje. Że nie można tak walić po oczach. Że psy też poujadać powinny. Czy one od ludzi gorsze? Do Wigilii Bożego Narodzenia mają czekać?
Nawet tytuł już wymyśliłem: „Jak psy na ludzi schodziły”…
Kogo by tu jeszcze obszczekać?
Jeszcze tylko zgrabnej puenty brakowało i zamaszystego podpisu.

Że niby Wasz Szczerze Hałaśliwy Felietonista PJ.
I tak prawie gotowy felieton nabazgrolony w kajecie czekał na wklepanie do komputera 
i umyślnym łączem internetowym przesłanie do redakcji.
I zapewne poczeka jeszcze długo.

Bo tymczasem wydarzyło się coś zupełnie niefelietonowego. Wyjechaliśmy z Rodziną na rekolekcję wspólnoty Nowe Jeruzalem. Góra św. Anny. Dom Pielgrzyma. Uwielbienia 
i konferencje. Spotkania w grupkach. Modlitwy i świadectwa.
Ze zdumieniem zauważyłem, że zapisany w kajecie tusz zaczyna blaknąć. Moje zaskoczenie nie miało granic. Tyle pracy na nic. 

A tu jakaś nieznana siła wymazuje moje psy, plotki i utyskiwania. Zamienia nagryzmolone zdania w promieniejące oko, które mruga do mnie – chłopie, nie przejmuj się, Jezus Ci pomoże, Maryja Ci pomoże. Wokół siebie masz przyjaciół. Tylko dlaczego tak patrzysz przez okulary szydercy? Pożycz jakieś wolne szkła od Ducha Świętego. Świat zajaśnieje, dzieci zrobią się grzeczniejsze, psy ucichną, a Ewangelia zastąpi Ci stopery: 

„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe 

i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (św. Mateusz /22.34-40/).
Eeee, pomyślałem sobie w pierwszej chwili: tak to ja nie chcę. Felieton jak kazanie? 

Jak homilia? 
No to mi Czytelnicy całkiem zbaranieją. Jeszcze zacznę wymyślać modlitwy do świętych! Albo adresy wiernopoddańcze do księdza Proboszcza! Lubo też pieśni sakralne dla naszych scholanek! Tego szacowna siostra zakrystianka na pewno mi nie daruje…
I żeby mnie zmusić do felietonowego działania, krzywo kwiaty wedle ołtarza ułoży, albo jakąś inszą facecyje wymyśli. A ja krytyką błyskotliwą to skwituje. Zupełnie jak drzewiej…


O czym donosi z nadzieją na udany rok szkolny

Rekolekcyjnie Odkurzony

Przemysław Józefczyk

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę