Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Co ma trumna do Chłopka

Chciałoby się o Tatrach tak gawędzić jak pan Adam Pach, piewca Podhala, którego, młodzianem będąc, kilka razy w „Dziurce” – czyli uroczej kawiarence przy Krupówkach – spotkałem. Przy mnie nie gawędził, ale zawsze gdy go widziałem, to mnie dreszcz przechodził niczym halny świerki honorne…
 
Bo świetną Jego książkę ” W siąpawicach dziejowych” kilkanaście razy czytałem, tak bliskie mi było wtedy Zakopane i Tatry. Moja zakopiańska biblioteka rozrastała się w zastraszającym tempie, a za kupione „Pisma Podhalańskie” Juliusza Zborowskiego zapłaciłem jakąś niebotyczną kwotę. Z dumą patrzę na metryczkę książki, gdzie widnieje ilość wydanych egzemplarzy – 4000. Pamiętam, że jak tylko mi się jakieś fundusze pojawiły, to zaraz je lokowałem w literackie opisanie Tatr i tychże stolicy. Seria tatrzańska z parzenicą – Strug i Krygowski, „Gawędy Skalnego Podhala” pod redakcją Włodzimierza Wnuka o ponad rok tylko młodsze ode mnie, ” Z dziejów taternictwa” Chwaścińskiego i tak dalej, i tak dalej. 
 
Te książki to moja duma, warte dla mnie więcej niż najlepsze auto. Jedyna ich wada, to fakt, że nie mogę ich postawić na podjeździe przed domem, żeby sąsiadów szlag trafił… Ciekawe co moje dzieci postawią sobie na półce? E-booka? Audiobooka? Za to ja do dzisiaj mam Azbukę, czyli rosyjski elementarz, z którego próbowałem się uczyć czytać prawie równolegle z polskim. 
Szło to jakoś tak:
„Alfabet my uże znajem, uże piszem i czytajem,
I wsie bukwy pa pariadkie bez aszybki nazywajem”.
I nie dziwota, że ciągnie mnie na wschód. Bo i jazyk priekrasnyj i żeńszcziny krasiwyje 🙂
No i proszę z Tatr na Ural zawędrowałem niemalże.

Śpimy w trumnie

 
A tymczasem jest wczesna jesień roku 1982 i szykujemy się z kolegą Maćkiem na zdobycie Przełęczy pod Chłopkiem.

Plan obmyślamy w najdrobniejszych szczegółach. Z wycieczką z przedsiębiorstwa mojej Mamy dojeżdżamy do schroniska w Roztoce. Tam nocleg i wraz ze wschodem słońca mamy zamiar wyruszyć do Morskiego Oka, tak aby gdzieś w południe zameldować się u celu. Wszystko idzie zgodnie z planem. Nocujemy w „trumnie”, wieloosobowym pokoju na poddaszu. Maciek, jako posiadacz zegarka budzi mnie natarczywie. Starając się nie robić hałasu opuszczamy salę. Pamiętam jak dziś, ze podczas wciągania na tyłek kalesonów zauważyłem dziwną minę u Maćka. Podsunął mi zegarek. Zdębiałem. Było wpół do drugiej. Środek nocy, a my niemal gotowi do wyjścia. Położenie się spać nie wchodziło w grę – oznaczało to jeszcze dwukrotne hałasowanie. Wybraliśmy wariant survivalowy – bierzemy śpiwory, walniemy się gdzieś w kosówkę nad Morskim Okiem i dotrwamy do świtu. Nie pamiętam już dokładnie ile czasu zajęła nam droga, dość na tym, że jeszcze po ciemku umościliśmy sobie leże wśród cudownie pachnącej kosodrzewiny i zapadliśmy w czujny sen.
Wierzcie mi – przebudzenie było jak najwspanialszy film. Różowe promienie słońca  lizały potężne masywy Mięguszowieckich Szczytów, w niemal absolutnej ciszy słychać było wodę spływającą z Czarnego Stawu. I my w kokonach naszych śpiworów z nadzieją na udaną wycieczkę. Właściwie to co nastąpiło potem było już nieistotne. Wspinaczka na morenę Czarnego Stawu, a potem mozolne pięcie się na przełęcz. Było tak wcześnie, że pogranicznicy nie zdołali ustawić swojego posterunku. Na grani byliśmy około 10 jako pierwsi turyści tego dnia. Na dobrą sprawę mogliśmy spokojnie zejść i „zaliczyć” jeszcze Rysy, ale Maciek, jako młody żonkoś i świeży Tatuś spieszył do swojej Rodzinki. Szkoda mi było tego dnia. Nie bardzo miałem ochotę zostawać sam…
Rysy zdobyłem jakiś czas później, przy okazji praktyki na kursie przewodników tatrzańskich. Było to warunkiem zaliczenia mi stażu przez prowadzącego obóz studencki Marka Burgielskiego. 
Marek już nie żyje, o czym dowiedziałem się ostatnio, Adam Pach odszedł na wieczną kwaterę na Pęksów Brzyzek 34 lata temu, a „Dziurkę” zastąpiła handlowa proza życia…
A ja tym postem zatykam szybciutko dziurkę w pamięci, żeby jej nie zeżarła proza wieku 🙂
 

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę