Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Rypie rapem!!!

Po długim okresie ferii świątecznych, a przed równie długim okresem ferii semestralnych, młodzież musi mieć chwilę wytchnienia. Nie mogą przecież tak bez przerwy odpoczywać, bo im się parkiet do papci przylepi, a nosy do kompów. Dłoń do komórki, a palce do tableta…
Wedle pokolenia nieco starszego od tegorocznych absolwentów gimbazy, godny odpoczynek to spacery po świeżym powietrzu z koleżanką – na hasło: „smogę Cię prosić nad Wisłę”.
Lub też oglądanie ciekawych audycji publicystycznych w telewizji. Kilka przykładów: „Dokopacz górnikom”. „Uryna dla Korwina”. I jeszcze teleturniej „Jaka to melodia” z genetycznie zmodyfikowaną pieśnią biesiadną:
Hej, tam gdzieś z nad czarnej wody
Wsiada na koń Donald młody.
Czule żegna się z dziewczyną,
Jeszcze czulej ze Schetyną”.

Tylko, że w przeważającej części młodzież ma to w nosie. Oni lubią rap!
Gdybym byłem Bednarkiem felietonu to zapewne, w celu przypochlebienia się nastoletnim czytelnikom, stworzyłbym jakiegoś rapa.
Tu, niestety, nieodparcie ciśnie mi się na usta tytuł: „Trochę rapa starego capa”. Może być zgoła inaczej: „ Nie nudź Tata, śpiewaj rapa”.
Jak już wymyślę jakiś godny Kamila tytuł, którego nie nadszarpnie ząb czasu, to popłynę dalej falą poetyckiego nieokiełznania:

Ja mówię one, two, nie róbcie kantu.
Ja mówię one, two, nie róbcie kantu.
Podnieście w górę stopy bose
zajmijcie młodych się tych losem.


Zdaję sobie doskonale sprawę, że po wysłuchaniu takiego bzdeta, można jedynie zażyć rapacholinę. W przeciwnym wypadku marskość duchowej wątroby nurowana.
Zresztą Bednarkiem być nie chcę, bo coś nie bardzo widzi mi się facet, który prawą półkulą mózgu (kreatywność) wyraża troskę o straszny los straconego pokolenia, a lewą (obliczenia matematyczne) liczy zyski z różnorakich reklam. Proszę mi wybaczyć skrót myślowy, będący efektem braku proporcji między rzeczonymi półkulami u autora tej skromnej pracy…

Ten muzyk fałszywy z gruntu, co sam namawia Was do buntu.
Lecz by się nie zadławił czasem, po cichu licząc swoją kasę.
Pokaż człowieku swoją klasę, zanim zarobisz kasy masę.
Gdy w koncertową jedziesz trasę, zadbaj o fanów swoich rasę.


Tu jeszcze jakiś kompozytor zdolny dorobi kilka nut, urządzimy konkurs na wykonawcę z dredami, i… otwieramy zespół: „Rap-ier”. O! Ja pier…

Rym do nazwy nasuwa się sam, ale autoceznura blokuje.
Na pobłażliwość PT Wydawcy nie liczę. I koniec. Trzeciej zwrotki nie będzie. Bo wylecę z hukiem z posady felietonisty.
Hip-hopi po mnie.
Sami sobie dorabiajcie Młodzieży Droga.

O co Was prosi
z ulgą kończący felietonowy rap-ort

Przemysław Józefczyk


PS. Konkurs bez nagród. Czy słowo „rap” pochodzi od ang. „rape”?

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę