Jako osoba od urodzenia inteligentna, ale z wiekiem coraz bardziej sklerotyczna postanowiłem kupić sobie lustro. Jaki to ma związek z przywołaną na początku rośliną? Zaraz się przekonacie…
Lustro, jak powszechnie wiadomo, sluży głównie do przyglądania się własnej osobie, czyli autolustracji. W moim przypadku autolustracja jest synonimem autodestrukcji, ponieważ jedno spojrzenie w zwieciadło przekonuje mnie, że nie powinienem swoim wygladem molestować przyjaznego mi – jak dotąd – otoczenia.
W konsekwencji pojawiło sie pytanie, czy w obecnej politycznej rzeczywistości mam prawo chodzić po ulicach, szczególnie, jeśli są to ulice nazwane imionami swiętych i błogoslawionych. Bo, prawdę mówiąc nie jestem pewien mojej czystości (p)rasowej. Za PRL-u współpracowałem z Magazynem Studenckim, w którym zamieściłem tekst o eurokomunistach. Co prawda plamę ową zmyłem pisząc felietony do gazetki parafialnej, ale nie jestem przekonany, że przekona to szefa MSW.Kolejnym poważnym błędem było zatrudnienie się w reżimowej popołudniówce – „Echu Krakowa”, które między innymi opublikowało mój wywiad z laureatem proreżimowego Festiwalu Piosenki Aktorskiej – Jackiem Wójcickim.
NIe będę wymieniał kolejnych potknięć w mojej karierze, bo prawdopodobnie najlepsze nawet lustro rodem z Belgii nie wytrzyma naporu moich wyznań.
Czynię to, uprzedzając posunięcie partii rządzącej, która jak na razie zabrała się za lustrowanie kolejnej grupy społeczeństwa – sportowców. Jako sportowiec amator czuję się mocno zagrożony. Tym bardziej będąc pewnym, że lokalni sympatycy PiS dysponują lustrem weneckim, zza którego dyskretnie, acz z nieukrywanym obrzydzeniem, przyglądają się moim poczynaniom.
Dlatego też łącząc aktualny kurs PiS i wewętrzną potrzebę lustracji wymyśliłem PiStację, czyli nowoczesną mutację samokrytyki.
Orzeszku… Teraz dopiero będe będę miał przesrane!