Ostatni felieton z żądłem w herbie zyskał niespodziewanie dużo Czytelników. Wysnułem z tego wniosek, że istnieje duże zapotrzebowanie w społeczeństwie na tematy jadowe.
Nawet na poczekaniu wymyśliłem trawestacje znanej ludowej piosenki:
„Jadą goście z jadem
koło mego sadu.
Sypnęli by radem,
by mi dać do zadu.
Lecz jam nie jest głupi
rozglądam się wkoło
kto mnie ukatrupi
nazwę go pierdołą :)”
Planuję wersje disco-polo, a potem to coś z rapu.
Niech i młodzież uczy się szacunku do drugiego człowieka.
Może nawet należy powołać jakąś partię.
Hasło wyborcze już mam:
Zamiast jodu dla narodu
dajmy mocno czadu.
i każdemu gospodarstwu
przydzielimy jadu!!!
Generalnie przeciwny jestem szerzeniu empatii, współczucia i haseł pomocowych.
Czasem, gdy mam zbyt dobry humor, włączam Wiadomości o 19.30 i odczucia mam podobne do efektów ukąszenia opisanych w poprzednim felietonie. O tyle sytuacja jest gorsza, że po 5 minutach emisji chcę mi się wyć, czego nie doświadczyłem po spotkaniu z bezczelnym szerszeniem. Wycie przeradza się w bezsilne wicie po podłodze ( na szczęście świeżo odkurzonej), po czem następuje wycie-ranie zalanej medialnym jadem kory mózgowej. Ukarana kora zaczyna pracować dopiero po odizolowaniu jej od wyrodnej telewizji narodowej.
Efektem ubocznym jadowej indoktrynacji jest felietonizacja mojego umysłu, który w ten sposób stara się bronić przed dalszą degeneracją.
W fazie pierwszej może to być nawet korzystne, bo jeszcze panuje nad sytuacją i w miarę składnie przerabiam słowa na zdania, a zdania na akapity. Ostatnio trochę nie wyszły mi przecinki i kropki, bo bezwiednie przytuliłem je do literek, pomijając spację na co zwrócił mi uwagę jeden z czujnych kolegów-kolarzy. Obiecuje spacjować uważnie kolejne teksty, tak, żeby Czytelnicy nie spasowali w ich pochłanianiu.
Obawiam się jednak, że w kolejnych felietonach mogę pomylić Ziobrę z Żubrem, Dudę z Dodą, a Nawałkę wyślę Kopem w Hage, żeby przed Trybunałem Sprawiedliwości wytłumaczył się z ostatniej porażki…
A ponadto wiele słów uzyska całkiem nowe znaczenia. Na przykład „jadać” – zatruwać kogoś jadem,
„jadalnia” wytwórnia trucizny, a Jadam naszego praojca, który podał Ewie zatrute jabłko…, a właściwie JADŁKO.
I jeszcze mi się przypomniała na dobranoc bajeczka.
Z Jachowicza:
Pan Kotek był chory
i leżał w łózeczku
i przyszedł Pan Jarek:
„Co Ci jest Koteczku?”
A kotek w te słowa mówi do karzełka:
„Kochany mój Panie użarła mnie pchełka”.
A Jarek mu na to: „Ależ z Ciebie miglanc,
to nie żadna pchełka, to wstrętny imigrant!.
Dla mnie – Drogi Kocie – ta sprawa jest czysta.
Nie jest winna pchełka, to zły terrorysta.”
Poznacie tu morał moje Drogie Dzieci,
Lecz najpierw zgadnijcie kto z kraju wyleci?
No, jasne, już wiecie. Sprawa oczywista.
Zamiast dobrej pchełki „Arabski turysta”!
Co Było Do Okazania!
