Tytuł zgadkowy nie tylko dla młodego pokolenia. Zakopiec – co to jest – każdy wie. Ale już Orbis niekoniecznie.
Od razu mówię. Nie na rolkach ani na rowerze.
Na narty – jesienią? Stuknięty ten bloger zdrowo!!!
Nie, nie. Spokojnie. Śnieg już na Kasprowym leży, to za mało go na białe szaleństwo. Inna sprawa, że chyba w Dubaju jest sztuczna górka czynna cały rok… No, ale on tam mają forsy jak lodu, więc nietrudno nską temperaturę utrzymać.
Powie mi zniecierpliwiony Czytelnik, żebym od tematu uwagi nie odwracał! Skąd ten Orbis się wziął. Owszem, kiedyś w Rynku były biura na rogu św. Jana i Rynku. No właśnie. Jak biura były to i usługi musiały być.
I właśnie o to chodzi.
Dzisiaj w związku z wieczornym rolkowaniem zrobiłem sobie małą rundkę Plantami ( uprzedzam pytanie: nie używałem Garmina i Endomondo), przedarłem się przez Bramę Floriańską, zahaczyłem o remonotwane przejście podziemne w poblizu dworca kolejowego, żeby wreszcie wylądować w cichym i ustronnym miejscu:
Kto poznaje gdzie to?
![]() |
| Problemy z perspektywą… |
Oczywiście. Plac Szczepański. Piekne i, moim zdaniem, niedoceniane przez turystów miejsce.
Jeszcze nie tak bardzo dawno temu był tu parking dla samochodów osobowych.
Ale ja cofam się o prawie 50 lat.
Jest zima. Niedzielny poranek. Właśnie przed chwilą moi rodzice zapłacili mandat za brak ważnego biletu za bagaż – czytaj – narty. To było zawsze pytanie czy za narty się płaci, czy też nie. Tym razem odpowiedź okazała się być twierdząca. Czasu było niewiele, więc prawie biegiem polecieliśmy na plac Szczepański. Stało tam kilka Ikarusów – na owe czasy super nowoczesnych – z siedzeniami lotniczymi, które zabierały narciarzy do Zakopanego.
![]() |
| Ul. Szczepańska |
I o ile wycieczki zakładowe z reguły wyjeżdżały z opóźnieniem, to orbisowskie były do bólu punktualne. Wybijała 7 i pach. Autobusik ruszał. Pamiętam, żebył ciemno czerwony i bardzo lubiłem nim jeżdzić. W porównaniu z PKSem to był całkowicie kapitalistyczny zbytek. Cena takiego wyjazdu tez była spora, ale tutaj, o ile pamiętam, dopłacało biuro mojego Taty :).
A propos punktualności. Kiedyś, jakoś pod koniec szkoły podstawowej zdarzyło mi sie wyjechac z kolegą, pod opieką kogoś znajomego. Śniegu było wtedy bardzo mało, zjazd przez Halę Goryczkową był dość trudny, wręcz niemożliwy. Wystawały kamienie, pełno było kosówki zagradzającej drogę.
![]() |
| NIegdyś siedziba zakłądu pogrzebowego Concordia i salonu samochodowego!!! |
No i ja na tej Goryczkowej utknąłem. Krzyśkowi udało się jeszcze zdążyć na ostatnie krzesełko, które zwiozło go do nartostrady, a ja z wywieszonym jęzorem przedzierałem się przez te nieludzkie warunki. Miałem cały czas świadomość, że Orbis odjedzie punktualnie, a ja mam naprawdę mało czasu, żeby dostać się na parking przy Rondzie. Nie będe opisywał , w którym miejscu usadowiła się moja dusza i jaki miałem plan awaryjny.
Na rondzie byłem kwadrans po 16, cz§yli o 15 minut za póżno. I wyobrażcie sobie, że autobus na mnie czekał. To był chyba jedyny przypadek niepunktualności tego przewożnika. Nie wiem jakich argumentów użyli koledzy mojego Taty, ale domyślam się, że roztaczali przed kierowcą najczarniejsze scenariusze.
Uwaga!. Warto przypomnieć, że w tamtej epoce – na początku lat 79 nie tylko nie było komórek, ale też i telefon stacjonarny nie był dobrem powszechnym.
W każdym razie w Krakowie znalazłem się o czasie. właśnie w tym miejscu, w którym teraz siedzę i podziwiam architekturę.
Ależ ten czas szybko leci. Dobrze, że jest co wspominać!!!
Już niedługo pora na rolki na Maderze.
Oczywiście wspomnieniowo 🙂
![]() |
| Po prawej Gmach Towarzystwa Rolnieczego |
![]() |
| Pałać sztuki w wieczornej szacie |






Też pamiętam te czasy i też z ojcem jeździliśmy do Zakopca na narty z Orbisem. Tylko wydaje mi się, że co najważniejsze impreza polegała na dojeździe do Kuźnic i czasem połączona z biletem na Kasprowy ! Ale mogę się mylić. Pamiętam też, że w Kuźnicach chodziliśmy do baru przed i po narciarstwie. No i myśle że to były początki lat siedemdziesiątych.Te Ikarusy to rzeczywiście był wypas w porównaniu do autobusów którymi jeździła młodzież np z COSem z zamarzniętymi szybami.
Dziękuję za komentarz. Masz rację Robert. Wizyta w restauracji w Kuźnicach była obowiązkowa. Przez pewien czas wydawano za kaucją noże. W środki panował lekki półmrok. Żarcie było niezłe, hitem była pejzanka (z francuskiego: paysan – wieśniak), czyli cis w rodzaju jarzynowa. Pamiętam jeszcze potrawę pod tytułem maczanka z bułką w zestawie. Ale czy to było coś w rodzaju gulasz? Nie pamiętam… Miejscówki zdarzały się w zestawie, ale my z reguły zapychalismy na Goryczkową, bijąc po drodze rekordy podejścia.