Kuchnia Gosi
Dochodzimy do jednego z najciekawszych aspektów życia na jachcie . Zaprowiantowanie na kilka miesięcy i przygotowywanie posiłków. Talent zajmowania się tą działką graniczy ze sztuką. Wymaga to wyjątkowej wyobraźni i wyjścia w przyszłość, by wszyscy na jachcie byli szczęśliwi i to szczęśliwi przez długi okres czasu. O co w sumie chodzi: o to by jeść dobrze i zdrowo .
Bardzo często zadają nam znajomi pytania co jemy? . W podtekście – jak jemy, jakie mamy limity, co nas ogranicza. Z uporem maniaka mówimy zawsze, że na łódce jemy lepiej niż w domu. Są dość oczywiste powody, dla których jemy lepiej. Podstawowym powodem jest to, że mamy chęci i czas, by jeść dobrze. Chęci – to raczej nie wymaga tłumaczenia, co do czasu to jesteśmy na emeryturze. Przygotowywanie posiłków to przyjemność. To coś na co oczekuje się z niecierpliwością, coś, w czym chętnie razem uczestniczymy. Czego limitem jest wyobraźnia . Odskoczyłem zanadto do przodu, ale spróbujmy po kolei.
Nagromadzenie zapasów na jacht to kilka wycieczek samochodem do super sklepów, gdzie kupujemy wszystko w większych ilościach. Mamy bardzo ograniczony wybór produktów w puszkach. Chodzi tutaj o takie artykuły jak groszek zielony do polskich sałatek, pomidory, szprotki w oleju i jeszcze jakieś pojedyncze, bardziej smakowe rzeczy, które przypadkowo wpadły w oko. Gosia kupuje zawsze gigantyczne ilości kasz. Kasz znanych w Polsce i tych uprawianych często w egzotycznych miejscach, jak Ameryka Południowa – mniej popularnych w naszym kraju. Kupuje spore ilości różnego koloru fasoli. Zaskoczeniem może być, że mąki może kupiliśmy mała torbę . Może – pół kilo. Chleb chrupki Vasa i paczkowany ciemny pumpernikiel. Tak więc ograniczamy ilość produktów mącznych. Przed samym wypłynięciem kupujemy warzywa i owoce w maksymalnej ilości ,limitowanej tylko czasem przechowywania .

To wszystko, jak pisałem wymaga wyobraźni. Trzeba przewidzieć, ile czego potrzebujemy na cały okres trzech, czterech miesięcy. Są w tym wszystkim pewne niewiadome, jak na przykład – czy udadzą się nam połowy w czasie podróży. Zawsze jednak liczymy, że szczęście nam dopisze. Poza tym w przygotowaniach do rejsu ( wakacji), ja kompletuję sprzęt wędkarski, uzupełniając ubytki i wymieniając zużyty elementy.
Tak naprawdę na temat “Kuchnia Gosi” powinna pisać Gosia. Pewnie to zrobi. Chodziło jej kiedyś po głowie napisanie książki kucharskiej dla żeglarzy. Mam nadzieje, że pomysł ten kiedyś zrealizuje. Ja w tej chwili poczułem chęć podzielenia się z czym co mi chodzi po głowie i…… usiadłem, zaczynajac przelewać na “ papier” to, z czym chciałem się podzielić.
Wysiłki Gosi przy zaprowiantowaniu jachtu są fenomenalne. Organizacja, zgodność z przygotowanymi wcześniej listami nie ma równych. Wie co ma, gdzie ma na jachcie i wie na ile ma nam starczyć.
Kiedy wypływamy, nasza łódka jest jednym wielkim magazynem żywności. Od cebuli, sałaty, bananów, platanosów, jarmużu, przez orzechy najróżniejszego rodzaju, figi i daktyle, polskie śliwki w czekoladzie, po dziesiątki puszek piwa, coca-coli i soków owocowych w dwulitrowych butelkach.
Oddzielnym aspektem jest woda. Woda ta do picia, gotowania i mycia, prania i wszystkiego do czego jest potrzebna .
Trochę się rozpisałem, że tak powiem technicznie. Tak naprawdę miałem inny zamiar. Jaki – już nie pamiętam. W sumie chodzi o przybliżenie tego, jak jemy i jak wyglądają nasze posiłki. Prześlę kilka zdjeć. To będzie jak tysiąc napisanych słów.
Aha, w tym artykule chciałem oddać cały wysiłek pracy Gosi na jachcie . Codziennej pracy syzyfowej, bez której wielu rzeczy nie chciało by się robić, bo nie było by z czego nalać. Często razem myślimy, że jeżeli nie mielibyśmy czasu na przygotowywanie swoich posiłków to tak naprawdę, po co się żyje . Proszę nie zrozumieć mnie dosłownie, ale jest to jakaś nagroda za rzeczy które nas nakręcały w życiu zawodowym i przy wychowywaniu dzieci.

Podsumowując. Kiedyś nasze Mamy, a Wasze babcie mówiły o conajmniej jednym, gorącym (gotowanym), posiłku. Było to zdrowe i właściwe. Dziś jemy smażone no i gotowane, ale we wrzącym tłuszczu, co niszczy prawie wszystko, co nadawało się do zdrowego spożycia .
Nie chciałbym kończyć negatywnym akcentem. Nie ma niczego, czego nie można było by odwrócić. Polecam to uwadze .
To tyle na tyle .
Krzysztof