
Od dzisiaj jesteśmy zapuszkowani w domu. Wczoraj Zosia robiła tomograf pacjentowi z epilepsją, którego stan, według lekarza w izbie przyjęć nie budził zastrzeżeń. Dziś rano okazało się, że chłopak ma pozytywny wynik testu. COVID-19. Wymaz zrobiono wczoraj, wynik był dzisiaj. Według procedur pacjent nie powinien trafić bez weryfikacji do diagnostyki. Trafił. Błąd w sztuce lekarza uruchomił kaskadę działań.
Ruszyła cała akcja. Lawina telefonów. Groźba kwarantanny. W podtekście niebezpieczeństwo infekcji. Czekamy na kontakt z Sanepidu. Informacja o zarażeniu pacjenta została przekazana o 9 rano. Na razie pewne jest, ze będziemy kiblować przez tydzień. Zosia na pewno traci jeden, lepiej płatny niedzielny dyżur. Inna sprawa, że zabezpieczenia dla personelu, szczególnie tego nielekarskiego są mocno iluzoryczne.
Traf chciał, że zanim Zosia wróciła rano z dyżuru, Janek i Patryk wyjechali z domu. Dało im to możliwość zrobienia zakupów, a dodatkowo Jankowi „osiedlenia” się przez najbliższy czas w pracy. Mamy więc pełną lodówkę, zapas chleba mniej więcej na tydzień, kilka zgrzewek wody, smartfony, laptopy, internety, Tidala, Amazon Prime Video, Netflixa, czyli wszystko, co współczesnemu człowiekowi jest niezbędne do przeżycia. Krótko mówiąc dostęp do danych…
Mamy też książki. Los się do mnie uśmiechnął i ostatniego dnia przed zamknięciem bibliotek pożyczyłem „Pawi Tron” ( o którym piszę tutaj) i „Homo Deus. Krótka historia jutra”, ostatnią część fascynującej trylogii Youvala Harariego. Jestem pod jej ogromnym wrażeniem, może kiedyś podejmę próbę jej zrecenzowania, ale to troche tak, jakbym próbował z Ziemi opisać ciemną stronę Księżyca.
Poza tym mamy ogródek wymagający troskliwej pielęgnacji i kilka arów ziemi ( z małej litery), zdecydowanie nadającej się do rekultywacji. Gdyby Syzyf był członkiem mojej rodziny, prawdopodobnie powierzyłbym mu opiekę nad moją działką. Toczenie okrągłego głazu pod górę to naprawdę „małe miki”, jak mawiał nieodżałowany Jerzy Dobrowolski w komedii Barei ” NIe ma róży bez ognia”, w porównaniu do uprawiania pychowickiego ugoru. Wspominam o Barei, bo nie da się ukryć, że obecne rządy czekają na swojego filmowego prześmiewcę. NIe w postaci bzdurnych memów czy historyjek, ale prawdziwej, pełnometrażowej, purenonsensownej komedii. No, chyba, że ktoś taką zna, to proszę o donos.
Koło 17 dzwoni sanepid, zbiera nasze dane i szczegóły dotyczące kontaktu Zosi z pacjentem i innymi pracownikami. Informuje, że dostaniemy maile z dalszymi szczegółami postępowania. Podobno Zosi mają po tygodniu zrobić testy, których wynik określi jej dalszy los, a ja z Patrykiem pozostaniemy tak czy siak internowani przez dwa tygodnie. Dziwne to zaiste, bo skąd niby sanepid będzie wiedział czy nasza dwójka jest nosicielami?
Tymczasem po 30 latach małżeństwa, za sprawą koronawirusa następuje terytorialna separacja. Zosia obejmuje w posiadanie sypialnię i łazienkę na parterze, nam pozostają dwie kondygnację, czyli 1 pietro i pokój dzienny z kuchnią na poddaszu. Tym samym internowany Patryk przejmuje oficjalnie obowiązki kucharza. Ja zadowalam się rolą zwykłego pracownika technicznego do przetykania rur, przykręcania kontaktów i sprzątania.
No i w miarę moich skromnych możliwości przybieram postać Galla Anonima, albo może raczej Kadłubka, ze względu na niewielką wagę i skromną postać – mam na myśli bardziej nader szczupły wygląd, niż cechy charakterologiczne. W każdym razie biorę na siebie ciężar relacjonowania i interpretacji kwarantanny!
CDN, czyli Co Dalej Nie wiadomo…
Pozdrawiamy. Pióro autora celne, jak zawsze.
Dziękuję. Fantastyczna recenzja. Jestem zmotywowany i biorę się do dalszego ciągu ?. Również pozdrawiam.
Dziękuję. Fantastyczna recenzja. Jestem zmotywowany i biorę się do dalszego ciągu ?. Również pozdrawiam.