Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

24-25.04.2020. Dzień czwarty i piąty

O piątku pisał nie będę. Nie chcę rzucać mięsem. Mail jak na razie wyczerpał zainteresowanie władz naszymi osobami. Domyślałem się, że teraz pracuje procesor, który łączy się z twardymi dyskami w Warszawie. Cierpliwie przerzuca bity danych, odsiewa prawdę od fałszu, analizuje prawdopodobieństwa, żeby w końcu wypluć diagnozę i termin testów. Jak pisze w książce „Homo Deus.Krótka Historia jutra” Yuval Harari, władzę nad światem powoli przejmują algorytmy, które sterują przepływem danych. My, ludzie jesteśmy tylko trybikiem w tym strumieniu i powoli tracimy znaczenie nadrzędne. Nasze upodobanie, wręcz nałóg do korzystania z internetu powodują, że z podmiotu stajemy się towarem. Algorytmy śledzą nasze kliknięcia, zakupy, otwierane strony i efekt tych działań przekazują do ośrodków zainteresowanych ich spieniężeniem. Żeby uruchomić GPSa, wyrażamy zgodę na lokalizację, żeby dostać rabat na książki, zgadzamy się na podanie maila, sami zakładamy różnorakie czujniki, z których dane udostępniamy aplikacjom sportowym.

W sobotę rano dzwonił Pan Policjant. Ja miałem wyciszony telefon, Patryk z definicji odrzucił nieznany numer, jedynie Zosia stanęła na wysokości zadania i w poczuciu obywatelskiego obowiązku podjęła rozmowę. Pan Policjant przekazał jej wytyczne związane z pobraniem aplikacji oraz info, co w przypadku, jeśli aplikacja odmówi współpracy. Oddzwoniłem do Pana Policjanta, żeby potwierdzić, że jestem tym kim jestem. Na dźwięk mojego głosu PP ucieszył się: „A to Pan, Panie Przemku” przelicytowując mnie o jedno „P”. Podałem synowi smartfona w celu audio identyfikacji. Ponieważ nie znalazł fałszywych tonów w głosie Patryka, grzecznie podziękował i zadysponował również ściągnięcie aplikacji, przestrzegając, żeby pochodziła z ministerstwa cyfryzacji. Wystraszony, pomyślałem, co by to było, gdybym meldował się dwa razy dziennie np.: Talibom, instalując apkę z nieautoryzowanego źródła.

Ogólnie PP był uprzedzająco grzeczny, co wywołało ironiczne komentarze mojego syna, przyzwyczajonego widać do bardziej autorytarnego tonu przedstawicieli organów ścigania. Ponieważ Patryk określa ich krótkim, trzywyrazowym słowem, też na „P”, oszczędzę Czytelnikom szczegółów jego opinii…

Czym prędzej rzuciliśmy się do naszych telefonów, doinstalowując aplikację, pomni ciążących na nas kar. Poszło to dosyć szybko. Najpierw ujrzeliśmy taki obraz:

Znowu strach, bo na pierwszy rzut oka już postawili na nas krzyżyk. Biało-czerwony w zestawie z domkiem, więc odejdziemy jako patrioci. Po chwili pojawił się kolejny ekranik, na którym w niezbyt przejrzystej formie, widniało okienko do wpisania nr telefonu. Tu znów trochę stresu, bo ponaglający napisik „Dalej”, skutecznie zasłaniał wspomniane okienko. Przeszkolony w ludowym wojsku, w jaki sposób pokonywać takie przeszkody, zadbałem o bliskich i przeprowadziłem rodzinę przez pole minowe, dbając, aby przekleństwa nie pojawiły się na ich ustach. Cały czas mieliśmy w pamięci aksamitny, acz nie znoszący sprzeciwu głos Pana Policjanta, zachęcający do współpracy z organami admininstracji państwowej. Każde z nas wpisało swój numer i z ulgą wyszło z tej niebezpiecznej pułapki. Ale tu… kupa:

Ale tu… kupa!

Na szczęście pomysłodawca nie umieścił złowrogich „zzzzz” z poprzedniego postu, które jednej z Czytelniczek kojarzyły się z karabinową serią… Tu znowu na naszych twarzach pojawił się przestrach, bo nie wypełnialiśmy karty lokalizacyjnej – uwierzcie, nie był to sabotaż, a jedynie przeoczenie.

Najbardziej zdenerwował się Patryk, który wietrzył w aksamitnym głosie Pana Policjanta jakiś podstęp. Deklarował natychmiastowe oddzwonienie i spuszczenie mu zdalnego manta! Doradzałem zachowanie zimnej krwi, a sam nawiązałem kontakt z konsultantką NFZ, która potwierdziła moje najczarniejsze przewidywania. Rzeczywiście nie ma nas w systemie. Decyzja była we środę, dzisiaj jest sobota. Dane nie przebiły się przez infostradę ministerstwa cyfryzacji. Najprawdopodobniej zderzyły się gdzieś z danymi ministerstwa edukacji, które podążają w odwrotnym kierunku z e-kagankiem oświaty. Wywiązała się walka, której wyniku nie zna nawet Mr. Snowdon…

Wróciłem szukać ratunku na lokalnym podwórku. Powiatowy Sanepid, który decyzję wydał, po sprawdzeniu, że dane przekazał – umył ręce. I słusznie. Nie mogą przecież brudnymi rękami kontrolować innych!

NIe wiem czy to na skutek moich interwencji, czy zakończenia bitwy między danymi, w każdym razie żonę umieszczono w bazie. Nas jakiś szowinistyczny algorytm jednak zlekceważył. Być może zakwalifikował nas jako niewolników, przygotowujących posiłki dla Zosi. Trudno wyczuć, o co w tym wszystkim chodzi.

A może po prostu jak w piosence Skaldów:
„Oj, dane, dane, nie ma szatana,
a świat realny jest poznawany.
Oj dane, dane, dane

Harari by się uśmiał!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę