Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Pozoracja nie bez racji

Pozoracja nie bez racji

W pierwszej chwili myślałem, że żona zadysponowała dodatkowe posiłki w związku z moją chroniczną niedowagą. Dlaczego? Ano dlatego, że zaspanymi oczami przeczytałem fragment smsa, „że na komórce została zainstalowana aplikacja do pozorowania kolacji”. Jasny gwint – pomyślałem. Nawet jeśli odmówię spożycia posiłku, to aplikacja załatwi to za mnie. Owszem, czytałem, że algorytmy opanowują powoli przepływ danych, co najprawdopodobniej w przysłości zakończy się sprowadzeniem rodzaju ludzkiego do roli człekokształtnej małpy, lub – w najlepszym wypadku – psa, ale żeby już? Karmienie pozaustrojowe? Niech pozaustrojowo karmią suwerena, tak jak on żywi naród swoją jaźnią ( nie mylić z łaźnią intelektualną, której doświadczamy na każdym kroku).

Tak sobie pomyślałem i poszedłem się kąpać. Celowo zrobiłem to o 8.30. Byłem ciekawy czy aplikacja będzie próbować złapać mnie na gorącym uczynku niewykonania zadania. Czas suszenia włosów był wprost proporcjonalny do ich długości. Czyli długi. Za długi. Przez opadające na czoło kosmyki dostrzegłem, że mój czas dobiegł końca. System sprawi mi finansową łaźnię. W ramach Tarczy Antykryzysowej…

Ale, ale. Zacząłem baczniej przyglądać się smsowi i zauważyłem zupełnie coś innego:

Pozoracja aplikacji

Na miłość boską! Tego już nie wytrzymałem. „Pozoracja lokacji”, czyli nie chodziło o wieczorny posiłek, ale oszustwo, którego byłem sprawcą. Wiedziałem, że się wezmą za mnie wcześniej czy później. KORONIKA KWARANTANNY nie mogła pozostać bez echa. Kontestacja Systemu, niezależnie jakiego, zawsze kończy się kłopotami!

Zacząłem powoli pakować pastę i szczoteczkę do zębów, gdy zadzwonił dzielnicowy:
„Pan Przemysław?”. Mają mnie. Pozoracja lokacji nie mogła mi ujść na sucho. Przestępstwa cybernetyczne są ścigane z najwyższą surowością. Próba oszukania pozoracji aplikacji „Kwarantanna domowa” zakończyła się klęska.

Oprzytomniałem. Przecież ja żadnego „mirror linka” nie instalowałem. Dzielnicowy miał pecha. Pojawił się w nieodpowiednim dla siebie momencie. Ostrzegłem lojalnie przez telefon co go czeka , a potem, już z balkonu, rzuciłem przekleństwa, których nie powstydziliby się odescy marynarze. Nie dość, że siedzę w domu, nie dość, że zmagam się z tym aplikacjopodobnym stworem, to jeszcze ci impotenci intelektualni imputują mi matactwa. Moja wypowiedź nie nadaje się do zacytowania, byłem taki wściekły, że Patryk musiał mnie wyrzucić z balkonu. Toczoną przeze mnie pianą można by śmiało wyprać wszystkie dywany w Belwederze….

Muszę na chwilę cofnąć się w czasie. Otóż rano żona dowiedziała się, że jest negatywna, czyli nie ma tej wirusowej cholery. Przekazała mi to na krótko przed kąpielą. Dodała szybko, że Patryka i mnie kwarantanna obowiązuje nadal. Ta wiadomość oczywiście podniosła mi ciśnienie, co w połączeniu z pozoracją lokacji wywołało opisaną już erupcję inwektyw.

Uspokoiwszy się nieco, zatelefonowałem do sanepidu, aby uzyskać jakieś ustępstwa. Od miłej Pani, która jak się okazało zaczyna pracę o 15, ale była uprzejma odebrać służbowy telefon w domu, dowiedziałem się, że nasza sytuacja wynika z odpowiedniej ustawy, popartej wytycznymi inspektora generalnego. I nikt nie może wytycznych zbagatelizować. Wspomniała też, że być może pojawią się jakieś nowe okoliczności, i żebym zadzwonił koło 18. Kontakt o tej godzinie potwierdził stanowisko nadinspektora. Nadal kiblujemy. Będzie zabawnie, jeśli Zosia na dyżurze znowu się z kimś zetknie. Nasza kwarantanna powoli przemieni się w arest tymczasowy bez zawiasów.

Wrócę jeszcze do poranka. Pertraktacje Patryka z dzielnicowym zakończyły się sugestią tego ostatniego, żeby żona znalazła sobie jakieś mieszkanie, w którym doczeka do końca naszego wyroczku. Domyślacie się, że potraktowaliśmy to jako pozorację inwencji.

No nic. Jakoś przetrzymamy. Ja tymczasem idę na kolację w lokacji miejsca zakwaterowania, bo z tych nerwów zrobił mi się wilczy apetyt!

PS. Zadań już nie wykonuję! Niech mnie w d… pocałują…

6 komentarzy do “Pozoracja nie bez racji

  1. Przemku, Twoje tekściki i komentarze są cudowne!!! Twoja wierna wielbicielka K.

  2. Przemku, to , w jaki sposób opisujesz daną sytuację, rozbawia mnie do łez. Z drugiej strony ,trudno uwierzyć, że tak wygląda kwarantanna ( STRASZNE !!!!). Pociesz się ,że nie musisz nosić kagańca, który izoluje nas od świeżego powietrza. Ty możesz oddychać pełną parą !! Pozdrawia nowa czytelniczka

    1. Cieszę się Agafuniu, że spowodowałem Twój dobry humor. Podziel się nim z innymi, bo może mój blog pozwoli im popatrzeć na życie z lepszej perspektywy. Wybrałem taki styl pisania, bo wyszedłem z założenia, że wizerunek niedoskonałego świata można poprawić tylko w krzywym zwierciadle. Myślę, że gdybym brał go na poważnie, to już dawno wylądowałbym na oddziale zamkniętym. I mam nadzieję, że masz możliwość zdejmowania nieszczęsnego kagańca co jakiś czas :). Życzę dużo uśmiechu, wytrwałości i cieszę się, że trafiam do nowych zwolenniczek mojego pisania :).

  3. Świetny blog. Genialnie zabawny język i bawię się świetnie jak cię czytam. Pozdrawiam serdecznie.

  4. Dziękuję Agnieszko. Moja dewiza życiowa jest zaczerpnięta z refrenu piosenki z ostatniej sceny „Życia Briana” Monthy Pytona: „Always look at the bright side of life”. Zapraszam do czytania kolejnych tekstów i polecania bloga znajomym. Jeden warunek – muszą mieć poczucie humoru :). Miłego weekendu!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę