Brzmi trochę jak zaspane twarze tych, którzy wstają o piątej, żeby zacząć pracę o ósmej. Nie żadną zdalną, skejpową czy inną czatowo-czadową. Normalną, namacalną robotę. Podobno we Francji już zaczynają myśleć o zinstytucjonalizowaniu takiej formy pracy. Lubię Francuzów, ale od długiego czasu obserwuję ich niechęć do przepracowywania się. Pamiętam, prawie 40 lat temu, gdy wybrali socjalistę Francois Mitteranda na prezydenta, przekonywali mnie, że Franiu wprowadzi trzydniowy odpoczynek – od piątku do niedzieli. Moi gospodarze głęboko wierzyli w to, że będzie to kolejna zdobycz socjalna na drodze do ludzkiej szczęśliwości. Jak wiadomo, była to zresztą również moja prognoza, do takiego eksperymentu nie doszło. Poprzestali na zaimportowaniu anglojęzycznego „weekend”, wymawianego z charakterystycznym dla mowy Moliera zniekształcaniem akcentów. W ogóle Francuz mówiący po angielsku, to tragedia większa niż pomieszanie języków w związku z inicjatywą developerską rodzaju ludzkiego, zwaną powszechnie pod nazwą Wieża Babel.
A propos pomieszania języków. Właśnie na selfie z moim organem smakowym zakończyliśmy pierwszy odcinek „13 twarzy”. Odwlekanie kolejnego nie ma sensu, zdecydowanie wolę mieć to za sobą. Inna sprawa, że pojawiły się nieśmiałe głosy, że mógłbym wyglądać jeszcze gorzej. Pokrzepiony w ten sposób przystępuję do dalszej prezentacji:

Coś na kształt bezkształtnej masy. Ostry język, stępiony nieco przy pisaniu bloga, spowodował również perturbacje w selfiaku. Nieostry pierwszy plan, rozmazane tło wyraźnie sugerują sabotaż autora skierowany przeciw serwerowi. Zamiana bitów na baty i tym samym zwekslowanie serwera do służby policyjnej – to wyraźne cele tej zdjęciowej operacji.
A w relacji słodkie słówka:
Liczyłem po cichu, że to moje selfie unieruchomi serwer, albo zjawi się radiowóz na sygnale i odwiezie mnie na izbę wytrzeźwień, ( która w Krakowie mieści się przy ul. Rozrywka). Kiedyś myślałem, że ta instytucja zniknie wraz z komunizmem w Polsce, ale okazuje się, że nasz charakter narodowy jest silniejszy od systemów politycznych. A może izba trwa z powodu niezwykłej lokalizacji? To dość szatański pomysł, umieścić ją przy ulicy o takiej nazwie…. Jeszcze rozumiem – ul. Katza lub aleja Alka-Prim – brzmi obco, ale wszyscy łapią sens. Ale Rozrywka – nie wiadomo czy podczas spożycia, czy raczej po. Moim zdaniem, w trakcie picia to my mamy ubaw, a potem inni :).
6-6-6-6-6-6

Wracamy do dominanty niebiańskiej. Naturalnym wydaje się być skojarzenie z niebem i świętością, którą znamionuje małe kółeczko nad głową. Jasność wylewająca się z każdej strony podkreśla nadnaturalny charakter postaci.
Zrobiło się krucho z czasem. Po ponownym włączeniu apka zażądała kodu, ten z ostatniego smsa był błędny. Zadysponowałem kolejny kod. A zegar cały czas tyka. Nowy kod absolutnie aplikacji nie odpowiadał. Naciskanie klawisza „Dalej” wywoływało pogardliwą obojęność ze strony „Domowej kwarantanny”. Po kolejnej próbie zezłościłem się i programik odinstalowałem. A kysz, duszo niemyta! Wracaj do piekła.
Żeby jednak nie zawieść ministra cyfryzacji, sanepidu i ogółu obywateli pozostających na uwięzi, ponownie zainstalowałem apkę. Był znowu problem z kodem. Odmówiłem koronkę do wirusa i… poszło. Teraz szybko selfie, które tym razem bez przeszkód wylądowało u ministerialnego adresata. Co za ulga!!!

Wściekłe czerwienie i znowu paski. Półmetek kwarantanny za nami. Mina poważna – nadzieja na wcześniejszy koniec. Twarz pokerzysty nie zdradza nic więcej. Włosy dłuższe, rzeczywistość odleglejsza.
Z innych ciekawostek: Patryka jednak przyjechali skontrolować, chociaż wczoraj Pan Policjant twierdził, że brak go w systemie. Albo się pojawił w systemie Patryk, albo jakieś ministry urodziły nowy system. Nie wiadomo. Wczoraj zapomniałem dopisać, że żonie wzięli próbkę do testów. Wynik ma być we czwartek. Pobranie nastąpiło na terenie eksterytorialnym – między furtką a ambulansem. Ja, z czystej zazdrości wychyliłem się też troszkę, ale potem, podczas plewienia, zostałem ukarany przez pokrzywy. Zresztą nie zobaczyłem nic ciekawego: łysinę, tatuaże i karczycho sąsiada, który sprowadził na swoje podwórko dostawczaki z oznakowaniami Poczty Polskiej. Mogę się tylko domyślać, że jest to koncentracja sił przed wyborami prezydenckimi. Sąsiad z grubsza wygląda na przedstawiciela Legii Cudzoziemskiej, który nie cofnie się przed niczym. Zmotoryzowane siły sąsiada osłonią plutony listonoszy, kryjących się za węgłem, celnymi strzałami wypełniających nasze skrzynki kartami do głosowania.
⭐⭐⭐⭐
Ocena: 4 na 5.⭐⭐⭐⭐
Ocena: 4 na 5.
Zrezygnowany. Majaczy. Nie wypuszczą.
Biała poduszka – niewinność?
Gdzie wirus!!?
Rezygnacja Totalna…
Muszę na chwilę cofnąć się w czasie. Otóż rano żona dowiedziała się, że jest negatywna, czyli nie ma tej wirusowej cholery. Przekazała mi to na krótko przed kąpielą. Dodała szybko, że Patryka i mnie kwarantanna obowiązuje nadal. Ta wiadomość oczywiście podniosła mi ciśnienie, co w połączeniu z pozoracją lokacji wywołało opisaną już erupcję inwektyw.
Uspokoiwszy się nieco, zatelefonowałem do sanepidu, aby uzyskać jakieś ustępstwa. Od miłej Pani, która jak się okazało zaczyna pracę o 15, ale była uprzejma odebrać służbowy telefon w domu, dowiedziałem się, że nasza sytuacja wynika z odpowiedniej ustawy, popartej wytycznymi inspektora generalnego. I nikt nie może wytycznych zbagatelizować. Wspomniała też, że być może pojawią się jakieś nowe okoliczności, i żebym zadzwonił koło 18. Kontakt o tej godzinie potwierdził stanowisko nadinspektora. Nadal kiblujemy. Będzie zabawnie, jeśli Zosia na dyżurze znowu się z kimś zetknie. Nasza kwarantanna powoli przemieni się w arest tymczasowy bez zawiasów.
Czym bardziej jestem zdalny, tym mniej zdolny, za to bardziej zdołowany. Na szczęście wybory przełożone. Zdążę przygotować program kampanii.
Do jutra!