Koniec roku akademickiego blisko, edukacja przedegzaminacyjna jest priorytetem. Dzisiaj, drodzy słuchacze usłyszycie o języku jar wódzkim i FOPO. Wybrałem tematy lżejsze, tak abyście mogli odpocząć od prozy dnia codziennego.
Edukacja lingwistyczna
Język, o którym wspomniałem najprawdopodobniej pochodzi od plemion jar wódzkich, które ukrywały się w jarach i parowach. Udało się też stwierdzić, że spożywali pędzony przez siebie alkohol w postaci wódki. Stąd nazwa. Pozostałości półlitrówek z brązu i kamiennych „małpek” o pojemności 0,1 litra dobitnie świadczą o autentyczności tej tezy. Jar wódczanie najprawdopodobniej niesłychanie bełkotali, gdyż woda ognista plątała im języki.
Stąd bierze się też trudność w odczytaniu ich pisma. Podam przykład. Moja witryna po jar wódzku to „Kręrwecirwi mnierwe żyrwycirwie”. A spróbujcie odgadnąc, kto kryje się za określeniem – Durwudarwa. Nie jest to, jakby się mogło wydawać rodzaj larwy jakiegoś owada. Próbujcie zgadywać, dodam tylko, że chodzi o prominentnego polityka. Inny celebryta ze świecznika to piosenkarz Karwazirwik.
Lud, o którym piszę, prawdopodobnie w początkach rozwoju rozkładał nieliczne jeszcze wówczas słowa na poszczególne sylaby. Czyli przykładowo sa-mo-gon. Odurzeni przez większość część dnia alkoholem bardzo często wplatali słowa k.rwa. I w procesie ewolucji języka do każdej sylaby zakończonej samogłoską dodawało się „rw”. Żeby jednak nie mnożyła się ilość następujących po sobie spółgłosek, automatycznie powtarzano samogłoskę z końca sylaby: sarwa-morwo-gorwo-n. Jak w każdym języku narastały liczne wyjątki, które zaciemniały przejrzystość składni. Szczególnie aktywni na terenie dzisiejszych Słowian Jar wódczanie powoli wymierali, ich miejsce zajmowali Polanie, zwani początkowo Porwolarwanarwami. Również język, który był powoli rugowany przez lokalne narzecza nie wytrzymał próby czasu. Jedynym dziedzictwem, który odziedziczyli spadkobiercy Jar wódczan była nadmierna skłonność do wysokoprocentowego alkoholu. Według ostatnich badań na podstawie analizy artykułów prasowych wszystkich opcji politycznych odkryto atawistyczną cechę pogłębionego bełkotu.
FOPO – klucz do bloga
Na początku edukacja – nie jest to ani nazwa prawego dopływu Limpopo, ani nazwa mojego anglojęzycznego fanklubu: Friends Of Przemek Online. Nad Limpopo chętnie się wybiorę, a do utworzenia fanklubu nie widzę żadnych przeciwskazań, może być nawet w wersji jar wódzkiej. FOPO zostało wytropione przez Olę, która szukała w mojej stronie drugiego dna. Cóż, moim zdaniem wystarczy, że jest denna w liczbie pojedynczej, ale skoro poszukiwania idą w takim kierunku. Otóż zafiksowana przez moją ideę fix z poprzedniej wersji bloga, w której pierwsze litery menu tworzyły słowo PESEL, pani Aleksandra według podobnego klucza dopasowała inicjały menu aktualnego. Wzruszyła mnie tym niezmiernie, bo kilkukrotnie przestawiałem poszczególne pozycje, tak, aby nie miały ukrytego znaczenia! Było POFO, OFOP, OPFO, ale zdecydowanie spodobał mi się pierwszy wariant!
I masz babo placek. Nie udało się. FOPO wypłynęło z czeluści internetów, kompromitując mnie doszczętnie. Moja przewrotność i prawdziwa twarz wyjdą na jaw po ujawnieniu znaczenia tych czterech literek.
FOPO TO STRACH
Fear Of Posting Online ( może chcecie wersję jar wódzką?) to w swobodnym tłumaczeniu obawa przed publikacją online. I jak ja teraz wyglądam. Wylazła moja ciemna strona. Cały ten blog to zasłona dymna mojego prawdziwego charakteru. Zmylanie przeciwnika, zacieranie śladów. Każdy post udostępniam z drżeniem serca, modlę się o jak najmniejszą ilośc Czytelników. Może się nie uda? Może skrytykują? Figę! Czytają coraz więcej. Chwalą!. Ani cienia nadzieji, ze coś pójdzie nie tak. Gdybym został politykiem, zaraz by było FOPO jak złoto. Horda krytyków z prawa i z lewa dorwałaby mi się do gardła. A tu nic. Załamać się można.
Jest jedno jedyne rozwiązanie. Zacznę publikować po jar wódzku. To powinno poskutkować!
Jedno jedyne FORWOPORWO pozwoli mi wyjść z twarzą. Tylko, że to nie ja będę się bał, ale ci, o których piszę. Trzeba tylko znaleźć takich, którzy dobrze zapłacą.