Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Na chłopski rozum

Na chłopski rozum

Chociaż żem chłop spode Krakowa i wypierać się tego nie mam zamiaru, to drzemią we mnie jakoweś arystokratyczne ciągoty. Pewnikiem dlatego, że trochę krwi szlacheckiej wpuścił do mojej rodziny Jan Kałuski, powstaniec styczniowy, pradziadek mojego Taty.

Skąd ta myśl? Ano stąd, że wzorem arystokratycznych rodzin przedwojennych francuskie słowa przedkładam nad mowę nieokrzesańców z Wysp Brytyjskich. Mierzi mnie „image” ( czyt. ymydż), uwielbiam natomiast „emploi” ( czytaj amplua). Podobnie „coiffure” ( koafiura) bliższa mej duszy niż „haircut”. Boleję ogromnie nad utratą znaczenia pięknej mowy frankońskiej na rzecz surowych i nieprzyjaznych brzmień Brytów.

Muzyczne zapasy

Wydaję mi się, że nie tylko ja snobuję się na arystokrację. Modne jest we współczesnych rodzinach posyłanie dzieci do szkół muzycznych. Dziecko takie, przeważnie beztalencie, umęczone nauką w szkole powszechnej, różnymi dodatkowymi zajęciami, ganiane jest jeszcze na naukę fortepianu, skrzypiec czy innej trąbki. Rzępoląc potem w domu budzi zachwyt Rodziców, często pozbawionych słuchu i taktu. Sam odbierałem domorosłe lekcje pianistyki od mojej kuzynki, ale po pierwszej godzinie stwierdziła, że mam zbyt grube i sztywne palce, aby cieszyć ucho słuchacza subtelnym nutami Szopena. Od tamtej pory wolałem tłuc w klawiaturę maszyny do pisania, a potem komputera – z korzyścią dla równowagi ekologicznej wszechświata.

Gdy tymczasem punktem kulminacyjnym prześladowanych Janków Muzykantów były popisy kolędnicze. Z reguły jedna rodzina spraszała sąsiadów i zaczynały się przepychanki, kto zagra najpierw. Dzieciaki wykręcały się jak mogły, ale w końcu siadały do nie zawsze dobrze nastrojonego pianina i z mozołem odgrywały „Bóg się rodzi”. Żal mi ściskał nie powiem co, ale wraz z innymi biłem brawo ile wlezie i cmokałem z zachwytu. Nagrodą były jakieś pyszne dania przygotowane z tej okazji przez Panią domu. Po konsumpcji, już bez udziału muzycznych ofiar następował festiwal chwalenia się rozmaitymi zaletami pociech. spektrum było szerokie: od kultury fizycznej po wyżyny artystycznego smaku. Nie powiem. Zdarzały się autentyczne talenty, ale i tak miałem wrażenie, że rodziciele, jak to pisał Kochanowski: „Wyżej srają niż jadają”. Podobnie jak u mnie, gdzieś tam w sercach drzemała chęć awansu społecznego 🙂 i przynależności do śmietanki towarzyskiej. A to, że śmietanka bywała z lekka nieświeża, to już inna sprawa.

Zapasy facecji

Jakoś tak mamy, że dość często próbujemy udawać innych niż jesteśmy. Ze mną jest kłopot, bo zawsze wpadnę na jakiś głupi pomysł, którego potem musi się za mnie wstydzić rodzinka. Pewnego razu byliśmy w Zamościu, gdzie na rynku TVN nagrywał jakiś program kulinarny. Zeszpecili renesansową architekturę jakims okropnym namiotem, czym odebrali mi połowę przyjemności zwiedzania. Postanowiłem tedy zemścić się okrutnie i podczas ciszy na planie rozdarłem się na cały rynek do syna, który spacerował po drugiej stronie: „Patryk, idzieeemy”. Ujęcie szlag trafił, pan reżyser zarządził powtórkę czyli dubla.

Innom razom wybrałem się na Błonia, żeby pokonać 100 km w 33 okrążenia. Pech chciał, że wzmiankowana wyżej stacja nagrywała program „W-11” blokując całą szerokość alejki. Tak mnie to wkurzyło, że mimo ostrzeżeń ochroniarza kilkanaście razy wjechałem kamerze w kadr. Bo cóż, krakowskie Błonia to w końcu przestrzeń publiczna. Nie będzie mi tam jakiś TVN pluł w twarz i przeszkadzał w rekreacji.

Myślicie, że to moje zachowanie to też efekt jakichś arystokratycznych skłonności? Podobnie jak wjeżdżanie na koniu do Sejmu? Czasy się zmieniają – wyobrażacie sobie Prezesa K. na kasztance cwałującego przez Wiejską?

A na koniec jeszcze anegdota o pewnym oficerze przedwojennym, który cieszył się niesłychanym powodzeniem u kobiet. Zazdrośni koledzy pytali go jak to robi. Odparł, że proponuje łóżko każdej co atrakcyjniejszej niewie ście. I co, nie dostajesz po pysku? Dostaję, ale per saldo i tak mi się opłaca :).

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę