Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Refujemy żagiel demokracji

Pojęcie tytułowe zaczerpnąłem z żeglarstwa, którego jestem równocześnie ofiarą i niezrealizowanym adeptem. Refowanie to czynność zmniejszania powierzchni żagli, tak aby ograniczyć prędkość jachtu w razie wzmagania się wiatru.

Zanim przejdę do meritum nadmienię tylko, że po raz pierwszy ekspertem w tej dziedzinie zostałem w Muzeum Morskim w Greenwich. Zaciągnął mnie w okolice południka zero towarzysz wypadu do Londynu, Marek, który pasjonował się żeglarstwem i w małym palcu miał wszelkie informacje na ten temat. Działo się to – bagatelka – 41 lat temu, a wyprawa na Wyspy była moją pierwszą wizytą za „żelazną” kurtynę. Wiążę się z nią sporo anegdot, które tymczasowo przemilczę. Otóż wyobraźcie sobie, Moi Drodzy, że Marek posadził mnie przed modelem wspaniałej fregaty. Sam wziął kartkę i długopis i zaczął notować angielskie nazwy poszczególnych żagli. Trwało do dobrą godzinę, zanim zinwentaryzował całe ożaglowanie. A ja, nieszczęsna ofiara, nudziłem się na ławeczce jak mops, bo akurat moim hobby był tenis i bardzo chciałem zobaczyć Wimbledon. Ponieważ jednak Marek znał lepiej angielski, moja wolność wypowiedzi była mocno ograniczona.

Co do żeglarskiej „adepcji”. Dwukrotnie pływałem po Mazurach z wyżej wspomnianym Markiem P. Bardzo mi się te rejsy podobały, tym bardziej, że Mazury na początku lat osiemdziesiątych nie były tak niemiłosiernie zatłoczone. Na podkreślenie zasługuje fakt, że wtedy jeszcze nie potrafiłem pływać. Poruszałem się po pokładzie bez kapoka, co kwalifikowało moje zachowanie jako wielokrotną próbę samobójczą. Podobnie, jak wieczorne zmywanie naczyń. Byłem permanentnie wyznaczony do tego zajęcia, albowiem jako jedyny członek rejsu oszczędzały mnie komarzyce. To wykluczenie ze społecznego współistnienia ciąży mi do dzisiaj i jest przyczyną notorycznego samotnictwa. Podobnie jak nieumiejętne wybieranie fału foka, które ściągało na mnie gromy ze strony sternika.

Demokracja a wolność wypowiedzi

W aktualnym felietonie zajmę się referowaniem refowania, czyli króciutką analizą zjawiska niezwiązanego z żeglarstwem. Otóż żagiel demokracji, który tak pięknie rozwijał się od 1989 roku zaczyna jakby powoli zmniejszać swoją powierzchnię. I co ciekawe, referentem, czyli tym, który refuje wcale nie są oficjalni sternicy państwowej nawy. Jest nim ukryty głęboko w kadłubie Jonasz rejsowy, za którego przyczyną łódka co i raz zbacza z kursu, a co gorsza zawraca do portu wyjścia. Mniemam, że jedną z przyczyn jest lokalizacja tego osobnika. O ile, jakby na to nie patrzeć, wyszliśmy na pełne morze z Gdańska, to obecnie dzierży rumpel człowiek z Żoliborza. Ani on w rzemiośle żeglarskim biegły nie jest, ani jego załoga nie sprawdziłaby się pod dowództwem Kolumba.

Zapytacie u mnie skąd nagle takie górnolotne porównania, człeka prostego, któremu wystarczy pajda chleba z masłem i białym serem okraszonym rzodkiewkami?

Otóż, pominąwszy wcześniejsze ekscesy – a to walka z sądami, a to pomysł głosowania korespondencyjnego, znalazłem w prasie bulwersującą informację. Mianowicie prezes Polskiego Radia, Agnieszka Kamińska wydała zarządzenie, w którym zabrania pracownikom tej instytucji wypowiadania się bez uprzedniej konsultacji z biurem prasowym. To zupełnie w skrócie, bo tak naprawdę prezes założyła swoim podwładnym nielichy kaganiec. Ostrzega tym samym, że wszelkie wypowiedzi, nie powinny mieć żadnego związku z pracodawcą, ani dotyczyć polityki, religii czy kwestii obyczajowych. Dotyczy to również mediów społecznościowych. Więcej informacji można znaleźć w tekście Krzysztofa Burnetki w „Polityce„.

Kurs na Kurskiego

Mam wrażenie, że radio zaczyna nawigować, zgodnie z oczekiwaniami suwerena, w kierunku nachalnej propagandy. Stąd próby prewencyjnego zastopowania przecieków, które mogą wydostać się przez radiowy kadłub. Oczywiście, nie bez znaczenia jest pokłosie „afery Kazikowej” i oszukańcza próba ściągnięcia z powrotem na pokład dziennikarzy Trójki.
Jestem dziennikarzem z dyplomem, aczkolwiek od wielu lat niepraktykującym. Napiszę tylko, że nawet w TVP Kraków pod koniec lat osiemdziesiątych toczyły się w bufecie dość swobodne rozmowy na różne tematy. I raczej nikt nie obawiał się, że zostanie z tego powodu ograniczona wolność wypowiedzi. a rozmówcy wylecą z roboty.

Bardzo mnie również martwi, a wręcz przeraża dążenie rządzących do zmonopolizowania mediów pod płaszczykiem ich repolonizacji. Wtedy okaże się, że będzie tak jak z propozycją Forda. Możemy wybrać dowolny punkt widzenia, pod warunkiem, że będzie zbieżny z ustalonym przez PiS. Jeszcze chwila, a obok krzyży w szkolnych klasach zawisną portrety wiadomego osobnika.

Oby tytułowy żagiel nie stał się całunem, w który zawiniemy pozbierane po Jonaszowych porządkach resztki demokracji. Aby następnie wrzucić je do wody na rozszalałym morzu… Razem z wolnością wypowiedzi!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę