Bezsenność -feralny prolog
Pierwsze niepokojące sygnały odebrałem od pana farmaceuty, który zastrzegł, że przy leku na bezsenność nie wolno spożywać alkoholu.
O żesz ty! A ja właśnie po dłuższym okresie bezprzykładnej abstynencji zacząłem wieczorami smakować wyborne wino własnej produkcji. Trunek zrobił Patryk na bazie winogron z działki od teściowej. Dodam – z południowego stoku ( winorośl, nie teściowa). Mocno wytrawne, lekko różówawe, po odseparowaniu mętnawej zawiesiny wyglądało bardzo profesjonalnie. A szczypało w język jak najlepsze beaujolais. Uwierzcie, że delektowałem się nim z bezprzykładną rozpustą.
Uwagę pana magistra zbyłem milczeniem, ale zrobiło mi się autentycznie przykro. Bo jak to? Ja tu przygotowuje się do kolejnej edycji winobrania, a zakazuje się mi picia. Narzuca mi się wybór między zdrowym snem a zdrowym kacem?
I wyobraźcie sobie jeszcze, że w ogródku pod balkonem dojrzewa dorodna pigwa, zaczyn boskiego nektaru, który zyskał sobie powszechną akceptację znajomych. Przeleżakowana z cukrem w słojach, aby nabrać mocy, połączona z czystą wódką i spirytusem stanowi gwarancję towarzyskich sukcesów u młodszego pokolenia…
Dusza moja polska ze szlacheckich tradycji zrodzona załkała cichutko, przestraszona bezalkoholową perspektywą. Tylko wątroba radośnie zawibrowała wietrząc szansę abstynenckiej egzystencji.
Ulotka
Odebrałem niewielkie opakowanie uiściwszy zapłatę. Do domu dojechałem zupełnie zdruzgotany. Jedyna nadzieja w sklerozie, o której wspomniałem w tym miejscu. Polecam, gdyż te dwa felietony świetnie się uzupełniają.
Odpakowałem pudełko i szybciutko wyjąłem gęsto zadrukowaną kartkę z nadzieją, że informacja w ulotce zada kłam słowom mojego dręczyciela z apteki. Niestety moja miłość do słowa drukowanego została poważnie nadszarpnięta. Mianowicie jako ściśle określona osoba, której przepisano lek dowiedziałem się, że stosuje się go w zaburzeniach snu o ciężkim przebiegu.
Chwała lekarzowi rodzinnemu, że w trakcie dwuminotowej teleporady postawił tak odważną diagnozę. Zapewne po deklaracji, że cierpię na bezsenność, wyobraził sobie moja skromną osobę jako jęczącego z frustracji pacjenta, który paznokciami wyrywa ze ściany kawały tynku, a regularnym wyciem straszy sąsiadów. Wszystko po to, żeby z wyczerpania osunąć się w objęcia Morfeusza.
Nic z tych rzeczy. Moja przypadłość przejawia się nadkonsumpcją ciastek, które regularnie kupuje mi żona, abym zyskał na wadze. To po pierwsze. Po drugie nadużywam telewizji, w której doprowadzony do ostateczności brakiem snu oglądam filmy prawie tak stare jak ja. Nie stronię nawet od kanałów publicznych, czego w ciągu dnia kategorycznie sobie zabraniam!
Nie będę wymieniał przeciwskazań, bo tutaj akurat jestem w porządku, no może z wyjątkiem potencjalnej niewydolności wątroby. Osłabienie mięśni – owszem, ale tylko w sytuacji przedawkowania rolek lub roweru…
Ulotka sugeruje też środki ostrożności w sytuacji podeszłego wieku i osłabienia. Ponieważ żona zapewniła mnie, że od podeszłego wieku dzieli mnie jeszcze trochę czasu, pozostał problem osłabienia. Tutaj jak najbardziej muszę uważać, gdyż czułem się bardzo nieszczególnie po przeczytaniu pierwszych dwóch akapitów ulotki. Jednak klamka zapadła, lek jest w moim posiadaniu i potulnie będę musiał przyjąć rolę królika doświadczalnego. Ale zważywszy na aktualny stan służby zdrowia, każdy z nas taki status przyjmuje dość często.
Epilog
Uwagi ogólne pod koniec pierwszej strony sugerują przed rozpoczęciem leczenia ustalić przyczyny braku snu. W moim przypadku mogła to być to obawa czy uda mi się dodzwonić do przychodni, aby ustalić termin teleporady. W jej trakcie jednakże moja amatorska diagnoza nie została przez lekarkę potwierdzona.
Przechodząc na kolejną kartkę nagle poczułem, ze zaczynają mi opadać powieki, usta same składają się do ziewania, a głowa ciąży zupełnie jak po nadużyciu zabronionego alkoholu. Literki i tak już niewielkie, dziwnie gonią przed oczami, a mózg zaczyna pracować na zwolnionych obrotach.
Widzę jak z ogródka wychodzą do mnie dorodne pigwy zaopatrzone w słoiki oraz winogrona z 25 litrowym dymionem. Z nieba zamiast śniegu leci cukier, a z kranu 95% spirytus.
Farmaceuta podaje mi kieliszek z różowym napojem w jednej dłoni i niewielką pastylką w drugiej, chytrze się przy tym uśmiechając. Gdzieś z oddali do resztek świadomości dochodzi rodzima wersja hamletowskiego „By ć albo nie być”:
„Pić albo nie pić – oto jest pytanie.
wybierasz kaca czy do rana spanie?”