Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Si, Senor

Onegdaj, a było to chyba gdzieś koło roku 2013, napisałem ironiczny post: „Zostałem Dziadkiem”. Obśmiałem w nim współpracownika, który takową etykietkę mi przypiął. Nie wyszło mi to zupełnie na dobre, gdyż po siedmiu bez mała latach ( i tłustych i chudych) takiej samej łatki dochrapałem się za sprawą polskiego rządu. Jak mi Bóg miły, jestem senior!

Tylko, że tym razem brzmi to bardziej elegancko i trochę z hiszpa ńska – SENIOR. Słowo odczytane z akcentem na ostatniej sylabie zalatuje Cervantesem pomieszanym z Zafonem i Almodavarem.

El colgador

Nie mam nic przeciwko takim iberyjskim konotacjom, ponieważ, krótko, bo krótko uczyłem się hiszpańskiego. A było to na studiach. Nauczycielem był pełen temperamentu Ekwadorczyk, który całe swoje południowoamerykańskie serce wkładał w lektorat. Biegał po źle opalanej sali, łapał kolejne przedmioty i wykrzykiwał ich hiszpańskie nazwy:
„Esto es el colgador” – przytulał do siebie pełen wierzchnich okryć wieszak. By za chwilę podbiec do zgrzebnej, żeliwnej umywalki i wyrzucić z siebie: „lavamanos”.

Mówił bardzo dobrze po polsku, ale jednak zdarzały mu się sympatyczne lapsusy. Gdy zapominał o stopniu dzielącym dwie części sali, potykał się i przepraszająco oznajmiał: „Oj, szpadłem!”.
Señor Ortega wzrostu był niewysokiego, za to imponował kruczoczarną fryzurą i takimż zarostem. Musiał to być jeden z jego bardzo poważnych atutów, gdyż co i raz widywałem go z inną senoritą uczepioną jego ramienia.

Zawsze poznawał mnie na ulicy i szczerząc spod brody zęby mówił urocze „czeszcz”. Trwało to ładnych kilka lat, już po skończeniu studiów widywałem Ortegę na krakowskich ulicach. Niemniej jednak moja edukacja zakończyła się po pół roku, gdyż najprawdopodobniej znalazłem sobie jakąś nową pasję. A mój Ekwadorczyk oddał serce jednej wybrance, gdyż zacząłem go widywać z tylko jedną dziewczyną – najpewniej jego studentką :).

Senior pilnie poszukiwany

Polska wersja SENIORA ma znaczenie bardziej praktyczne. I o ile w kwietniu nie łapałem się na kryteria, to teraz zostałem zaliczony do grona osób, które mogą robić zakupy miedzy 10 a 12. Absolutnie mnie to nie uszczęśliwiło, gdyż zakupy to ostatnia rzecz, która mnie rajcuje. Ale zważywszy pustki w sklepach jest to sposób na szybkie uzupełnienie domowej spiżarni.

A ponieważ sporo osób poniżej sześćdziesiątki zapędza się wtedy do sklepu, to wymyśliłem zawód „seniora”. Podobne do „stacza” kolejkowego. Jego zadaniem było rezerwowanie miejsca w ogonku dla amatora deficytowego towaru. Współcześnie, powiedzmy za „dwie dychy”, taki senior udawałby członka rodziny i umożliwiałby zakupy w niedostępnej normalnie strefie czasowej.

Można by wprowadzić specjalizację: np.: „senior spożywczy”, albo „senior budowlany” – zależnie od preferencji klienta. A także uruchomić „pogotowie senioralne” dla kogoś, kto wybrał się do sklepu w feralnych godzinach, a akurat nie ma tam żadnego dyżurnego „seniora”. Szybki telefon i najbliższy senior melduje się na posterunku. Coś w rodzaju seniorubera.

Dlatego, żeby sprawdzić przydatność mojej osoby na takim stanowisku organizujemy z żoną warsztaty zakupowe i sprawdzamy, czy personel sklepu nie zgłosi obiekcji. Na razie się udaje, a ja zamiast pieniężnej prowizji zadowalam się jakimś wrzuconym niepostrzeżenie do koszyka artykułem.

A NA KONIEC HASŁO REKLAMOWE:

Wreszcie przyszła pora,
by kochać seniora.
Kiedyś był do dupy,
dziś zrobi zakupy!

Hasta la vista!


2 komentarze do “Si, Senor

  1. Świetny pomysł na „dorobienie” kilku złotych. Tekst twój dobry i dowcipny ! Pozdrawiam Piotr Józefczyk tata . Pozytywny wpis ze względu na powiązania rodzinne- Hic.

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę