Do złości asumpt ona mi da
gardząc atakiem moich chuci.
„Królu mój, wszakże mam Covida”
przez maskę prosto w twarz mi rzuci.
„Nie zleci z głowy Twa korona,
ani też z pochwy miecz wypadnie,
jeśli ci smaku mego łona
odmówić dzisiaj muszę snadnie.
Wszak trąbi o dystansie błazen,
sam mając w nosie praw nakazy.
Jemu to pewnie ujdzie płazem,
ja jednak lękam się zarazy.”
I patrząc w oczy mu wyniośle,
wzdychając ciężko raz za razem,
myśli juz w duchu: „Stary ośle,
za chwilę zgrzeszę z pięknym paziem.”
I tak to skutkiem złej pandemii
królewskie łoże stoi puste!
Królowa zaś na skutek chemii
z poddanym swym, bieży w kapustę…