Jazzmanów dzisiaj cała chmara
pozwala mi się cieszyć muzą.
Bo choć to twórczość jak świat stara,
od rana mnie napawa luzen.
Już świtem czuję się dość lazy,
by nie iść na roraty pieszo.
W wibracje piano wprawia Basie,
Counta muzyka ucho cieszy.
Uchylić tajemnicy rąbka
śpieszę czym predzej braciom w jazzie,
przed sumą grała Milesa trąbka,
stawiając tamę mojej wierze.
Żaden religii żem zaprzaniec,
który synkopom odda duszę.
Lecz zanim ruszę na różaniec
wysłuchać Ellingtona muszę!
Żałuję za me niecne grzechy,
bebopu, swingu, blusa skazy.
Lecz trudno pozbyć się uciechy,
by ragtime słuchać po sto razy.
Wybacz mi więc o dobry Jezu,
że zamiast klepać wciąż koronki,
daję się unieść fali jazzu,
o swym zbawieniu tracąc mrzonki.
W tym miejscu zaprzestaje z obawy o ogień piekielny i zemstę rockmanów .