Wyjdę dzisiaj na chwilę z roli wesołka, żeby nie napisać błazna, i omówię kilka kwestii, które nasunęły mi się rano. Stało się tak prawdopodobnie za przyczyną zbyt obfitego śniadania. Jajecznica na maśle, kiełbasie i pomidorach uruchomiła nieaktywne obszary mojego mózgu. Do tego wyjątkowo wyrazisty sen, w którym byłem właścicielem obszernego pałacu spowodowały, że poruszę temat pieniędzy.
Zrzutka
Kwestę dobroczynną na bloga uruchomiłem 10 dni temu. Zrobiłem to z dużymi oporami, bo wolę dawać pieniądze niż o nie prosić. Dlatego, gdy na przykład jestem u fryzjera, nie zastanawiam się czy w ogóle dać napiwek, ale w jakiej wysokości.
Kwoty docelowej na zrzutce nie ustaliłem w jakiejś niebotycznej wysokości. Ćwierć tysiąca złotych to akurat tyle, żeby opłacić na rok serwer i domenę. Zostaje jeszcze pare groszy na papier do maszyny.
Do dzisiaj zebrałem 170 zł. Nie liczę własnej dychy, którą wpłaciłem w celach ćwiczebnych. Z tej kwoty wynika fakt, że za papierem będę musiał poszperać w śmietnikach domów bogatszych sąsiadów. Kto wie, może wyszukam też jakiś sensacyjny temat ukryty w kopii tajnego porozumienia dotyczącego budowy Trasy Łagiewnickiej. Oby!
Bardzo mi przyjemnie, że ofiarodawczyniami były osoby mi bliskie, nie waham się napisać – z najbliższego kręgu znajomych. Nie – to nie pomyłka – wśród wpłacających były wyłącznie Panie. Kwoty: od 20 do 50 zł. Bardzo wszystkim razem – i każdej z osobna dziękuję. Cieszę się, że odpowiedziałyście na apel. „Panom na razie dziękujemy”, ale to bardziej w tym ironicznym sensie. Myślę, że po prostu współcześni mężczyźni zupełnie nie radzą sobie z narzędziami, które oferuje internet… No, pominąwszy guziki w pilocie TV i otwieracz do kapsli. Po tych zamierzonych złośliwościach nie spodziewam się już żadnego finansowego odzewu ze strony męskiej części odbiorców. Chyba, że zacznę pisać o polowaniach, piłce nożnej lub udostępniać pikantniejsze zdjęcia z drugiego obiegu.
Tak czy siak, efekt akcji uznaje za satysfakcjonujący na tym etapie. Zajrzałem na zrzutki innych blogów i w sporej ich części na koncie nie ma nic lub saldo jest minimalnie dodatnie. Nie, żebym się cieszył z cudzego niepowodzenia! Absolutnie do tego nie jestem zdolny. Po prostu trend jest taki, że chętniej wspieramy osoby chore czy poszkodowane przez los, bo to uruchamia głębsze emocje niż treść blogów, choćby najlepszych!
Wtykam stopę między drzwi
Lojalnie uprzedzam, że na 250 zetach się nie skończy. Zastosowałem tutaj technikę foot-in-the-door. Opisują ją Anthony Pratkanis i Elliot Aronson ( mój guru w dziedzinie psychologii społecznej), w książce „Wiek propagandy”. Polecam ją każdemu, kto ma zamiar poznać mechanizmy wywierania wpływu i przekonywania odbiorców do określonych zachowań. Ta pozycja, to coś w rodzaju szczepionki przeciw medialnym manipulacjom. Jest naturalnym uzupełnieniem wznawianej co jakiś czas pracy Aronsona – „Człowiek istota społeczna”.
Wspomniana metoda polega na zaangażowaniu ludzi w jakąś sprawę w niewielkim stopniu. Zwiększa to prawdopodobieństwo, że później „wciągną się” się w tym kierunku bardziej. W jednym z eksperymentów zaproponowano właścicielom willi umieszczenie ogromnych, rzucających się w oczy tablic z napisem „Jedź ostrożnie”. Zgodziło się tylko 17%. W drugiej grupie uczestników „rozmiękczono”, podsuwając im do podpisania petycję w sprawie zwiększenia bezpieczeństwa jazdy. Ponieważ jest to rzeczą łatwą, uczynili to prawie wszyscy. Po kilku tygodniach, na postawienie tablicy zgodziło się 55% badanych.
Jest więc tylko kwestią czasu ogłoszenie zrzutki na sfinansowanie pałacu ze snu…
Podatki
Natomiast rząd zastosował technikę „złapania byka za rogi”. Po prostu zapowiedział obłożenie mediów dodatkowym frycowym na rzecz NFZ i odnowę zabytków.
Nałożenie podatków zostało otrąbione kolejną akcją PiSu przeciw niezależności mediów.
Może i taki jest cel PiSu, którego darzę głęboką i nieskrywaną antypatią. Pozwolę sobie jednak mieć odmienne zdanie. Nie oszukujmy się – nie ma czegoś takiego jak niezależne media! Zawsze, ale to zawsze, realizują interes tego, kto wykłada pieniądze. Nieważne czy są to reklamodawcy, dysponenci polityczni czy zwykły Kowalski, który przykładowo jest patronem Radia Nowy Świat. Czego dowodem afera z Margot, w efekcie której z zarządu odszedł Piotr Jedliński. Ostatnio iesięczne wpływy RNŚ spadły o około 10%. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
Tak więc media zawsze są mniej lub bardziej zależne, mniej lub bardziej opozycyjne. Ćwierć wieku temu, krótko pracowałem w Prywatnym Radiu Alfa, sprawując funkcję szefa newsroomu. Czyli wydzielonego z garażu niewielkiego pokoju, w którym stał faks, telefon i komputer. Przykładowo priorytetem było zdanie relacji z turnieju szachowego organizowanego przez pana mecenasa, który opiekował się radiem od strony prawnej. Mimo, że do Krakowa właśnie zajechał merolem prałat Jankowski, którego osoba znacznie bardziej przyciągała uwagę. Ale zdanie dyrektora było odmienne.
Dla jasności dodam, że praktycznie oprócz TVP Kultura nie oglądam żadnej telewizji. Ani mi po drodze do programów informacyjnych TVP, ani do różnorakich reality show TVNu i Polsatu. Szkoda czasu!
Forsa wprawia wszystko w ruch
Dlatego śmiem twierdzić, że walka tak naprawdę toczy się o zachowanie finansowego status quo. Oczywiście, jakiś mój oponent zapyta: w takim razie dlaczego 2 miliardy poszły do TVP zamiast na szpitale? A ponad 30 baniek przelano Rydzykowi? Myślę, że to pytanie do wyborcy, który głosował na PiS. W sytuacji pandemii jestem za tym, żeby Solorz i Discovery odstąpili kawałek tortu służbie zdrowia. Oczywiście pod warunkiem, że śmietanki z niego nie dostanie podejrzana klientela Kaczyńskiego i spółki. a, niestety co do tego, gwarancji nie mamy żadnych.
Ja od razu mówię, że od rządu żadnych pieniędzy nie chcę. No, ewentualnie moga mi wystawić jakiś nieduży pomnik. Może być na rowerze. Albo lepiej – na rolkach. Taniej wyjdzie.
I jeszcze apel do Panów! Kurde – wpłaćcie chociaż dychę, żeby uratować swój honor. I dobre samopoczucie. Moje :).