Zapytacie, zresztą słusznie, co ma post do logiki. Zaraz to wyjaśnię.
Zawsze przerażały mnie takie zadania: „z punktu
A do punktu B wyjechała ciężarówka z pączkami. W tym samym czasie z punktu B wyjechał do punktu A pociąg, załadowany marmoladą, jadący z prędkością 60 km/h. Oblicz miejsce i czas nadziewania pączków z dokładnością do 100 metrów, zakładając, że pojazd poruszał się w przeddzień tłustego czwartku.”
Moim jedynym marzeniem przy rozwiązywaniu było, żeby ciężarówka stoczyła się w przepaść, a pociąg wykoleił na najbliższym łuku. Matematycy nie stracili by wiele, a media zyskały nośny temat…
Wcale nie zależało mi na wiedzy, w którym miejscu nastąpi przeładowanie towaru. Ponieważ nie potrafiłem tego obliczyć!
Tymczasem życie okazało się bardzo okrutne. Królowa nauk, w postaci niezwykle wyrafinowanego twierdzenia Pitagorasa, dopadła mnie podczas wspólnego z synem odrabiania zaległości. Że nie wspomnę o zmasowanym ataku chemii, biologii, fizyki i kilku innych ścisłych przedmiotów. Do tej pory broń masowego rażenia kojarzyła mi się z wąglikem, wybuchami jądrowym i gazami bojowymi. A tu masz! Wiedza też może razić. I to niekoniecznie razić brakiem samej siebie…
Jednak jako osoba praktykująca (pisanie felietonów) i głęboko wierząca, ( że ktoś je czyta), dorobiłem sobie do tej nieprzyjemnej sytuacji stosowną ideologię, a właściwie martyrologię.
Pomoc Jankowi w odrabianiu zadań, aby przygotować go do rozlicznych sprawdzianów, kartkówek i testów ma swój głęboki, postny sens!
POST! POKUTA! JAŁMUŻNA!
To jest po prostu „3 w 1”.
Wtedy więc w skołatanej głowie stanął mi przed oczami Pitagoras, który wpada Archimedesowi w wannę z kompletem trójkątów prostokątnych do kwadratu, wychlapując wodę. W ślad za nim podąża Euklides z przestrzennymi figurami, które walą obu Greków po przemądrzałych głowach. A potem to już poleciało: Darwin z brakującym ogniwem, Volt z napięciem, Faradaj z miską i wreszcie okresowo Mendelejew z układem pierwiastków poganiany przez Kopernika z modelem Układu Słonecznego. Wszyscy ładują się do wanny, chlapią i pluszczą, niwecząc precyzyjne obliczenia Archimedesa. I Prawo Archimedesa zamienia się w Prawo Murphy’ego.
O GRZESZNIKU !
Twój post to nie odmawianie różańca, nie Pater Noster, tylko odrabianie zadań szkolnych. Ponieważ taką Ci Pan Bóg pokutę przeznaczył. Podążanie śladem układu pokarmowego i wydalniczego…
Przemierzanie niezmierzonych przestrzeni obu Ameryk z uwzględnieniem najdalej wysuniętych na północ i południe przylądków. Prądy zimne i ciepłe. A jakby było ich mało, to jeszcze prądy stałe i zmienne. Sole i kwasy. Metale i zasady. Grasica i esica.Tygrysica i jej młode.
Ojcze ucznia gimnazjalnego…
Zapłacz gorzko nad pokutą darmowego guwernera i domowego kata… Nad losem udzielającego swemu umęczonemu synowi jałmużny edukacyjnego chleba i naukowej manny. Humanisty z ducha, sponiewieranego w nierównej walce przez nauki ścisłe i przyrodnicze.
O szczęśliwy pustelniku dozujący w procesie domowego kształcenia porcje wiedzy wszelakiej. Nieobca Ci potężna prasa programów edukacyjnych, które wyciskają z bladych skórek gimnazjalistów mózgowy miąższ. Ale na co? Po co?
Nie wie tego Archimedes, który wygodnie w wannie dokonywał odkryć, ani Nobel, który ani chybi zgubiłby laskę dynamitu w okolicach Ministerstwa Edukacji… Taki Czarnek scenariusz.
I może tylko ten to wie, kto dla x równego Pi potrafi obliczyć średnią prędkość z jaką podąża Janek z punktu A do punktu B, gdzie A=dom, B=szkoła. Przy założeniu, że wypełniony podręcznikami plecak nie wciągnie go po drodze na dno Wisły, wypierając tyle wody ile razem ważą.
Ja natomiast wiem, że Jego prędkość ledwie pokonuje siłę ciążenia.
co było do okazania (cbdo)
przez Waszego maturzystę z (bardzo) starego portfela
Przemysława Józefczyka