Uff! Do końca postu został jeszcze jeden miesiąc. Do tej pory idzie mi nieźle. Rozpocząłem falstartem w tłusty czwartek. Mój przewód pokarmowy nie doświadczył ani jednego pączka. Kolejna kompromitacja to śledziówka. Nie dość, że bez rybki, to jeszcze nie splamiłem się degustacją alkoholu. Za to moi znajomi byli tym zdegustowani. W Popielec też wpadka – moje niedawno ostrzyżone włosy nie zostały posypane popiołem, czy raczej Popiołem.
Za to w ostatnia niedzielę lutego ździebko popiłem. Okazją były okrągłe 62. urodziny. Poszła butelka wina we troje i dwa kieliszki własnoręcznie pędzonej pigwówki. Efekt był taki, że po godzinie 16 zaległem w łóżku aż do wieczora. Trzeba sobie jasno powiedzieć, iż czasy bezkarnego wchłaniania procentów minęły bezpowrotnie. Albowiem błędnik już mocno nadwerężony a wielokrotnie przeskanowana alkoholem wątroba też nie bardzo daje rad ę. Do pięt nie dorastam pokoleniu okołowojennemu, które do późnego wieku radzi sobie świetnie z używkami. Ale na pocieszenie dodam, że za kołnierz nie wylewałem, także podczas postów. Tym bardziej, że za sprawą moich rodziców albo imieniny, albo urodziny wypadają właśnie w czasie pokutnym.
Krótki przegląd czyli homo biber
Jak powszechnie wiadomo, już literatura dla dzieci podstępnie promuje spożywanie alkoholu. Jedną z planet w „Małym Księciu” zamieszkuje Pijak. W krótkim rozdzialiku XII autor celnie charakteryzuje motywacje jego stylu życia. Otóż wyznaje on bohaterowi książki, że pije żeby zapomnieć o wstydzie, że pije. Żadnego drugiego dna, żadnej traumy. Początkowo powoduje to zakłopotanie Małego Księcia, ale kto wie czy nie stanie się to spotkanie przyczyną późniejszego układu ze żmiją! Bo przecież też chciał zapomnieć o Róży, a żadną miarą mu do kieliszka zaglądnąć nie wypadało. Wolał tedy odejść z Ziemi, niż trwać w beznadziejnej abstynencji!
Byłem też ciekawy, jak moje postno-urodzinowe picie ma się do religii. Zygmunt Gloger, autor prześwietnej „Encyklopedii Staropolskiej” podaje w haśle Karczma, iż: „… w czasach, gdy kościoły były rzadko po kraju rozsiane, ludność, przybywająca w dnie świąteczne zdaleka, musiała mieć przy kościele dach gościnny na popas, sami więc proboszczowie starali się o to, aby w poblizu świątyni była obszerna gospoda”. W Krakowie co prawda kościoły gęsto rozsiane, u nas nawet nowy się od 10 lat rozsiewa, ale w trudnych czasach lepiej je omijać. No a karczmy – wiadomo – na trzy spusty pozamykane. Myślę więc, że proboszcz mojej parafii na dyspensę się zdobędzie, tym bardziej, że erygował Akademię Rycerską. A historia dowodzi, że rycerze za przyłbicę nie wylewali!!!
Obiecanki cacanki
Ale ja po niedzielnej chwili słabości i żalu, że luty krótszy w tym roku, obiecałem sobie solennie poprawę. Pomny na liczne przykłady składania niepoważnych obietnic w stanie zamroczenia alkoholowego, postanowiłem w tym roku odpuścić. Zdarzył się kiedyś bowiem po wspólnym biesiadowaniu telefon od znajomego z pytaniem, kiedy skonfiguruje mu komputer? Zdębiałem nieco, ponieważ owszem, trochę ogarniam sprzętowo informatykę, ale świadczenie usług pozostawiam światlejszym ode mnie.Moje zdziwienie wywołało podobną reakcję u rozmówcy
– Jak to – przecież obiecałeś, że podjedziesz?
– Nic podobnego! – zaprotestowałem gorąco – nie znam się na komputerach.
Moja wymówka widocznie go nie przekonała, bo nadal upierał się przy swoim. Dopiero syn szeptem skomentował „zza kulis”:
– Tak, Tato, obiecywałeś wujkowi Markowi, że poustawiasz mu Windows w komputerze!
Musiałem się poddać, ponieważ z powyższych słów wynikało, że w sposób niebezpieczny urwał mi się film. Widocznie widok dna w butelce Johny Walkera musiał mi pomieszać zmysły i doprowadzić do rozpaczliwej próby odwrócenia uwagi gościa od kończącego się alkoholu…
Nie pamietam dokładnie czy rzecz działa się w trakcie postu. Miała jednak ścisły związek z chrześcijaństwem, gdyż żona haniebnie oszukanego przeze mnie gościa zrealizowała wreszcie po kilku latach zamówienie napisania ikony Matki Bożej. Co stało się okazją do opicia tego faktu z opisanymi konsekwencjami.
Nietrudno się domyślić, że po ostatniej niedzieli spodziewam się telefonu z pytaniem, kiedy mam zamiar ujawnić recepturę przeciwcovidowej szczepionki domowej roboty.
Post „Trudna mowa…” opisuje uroki picia w górach 🙂