Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Z deka dentyzm

Z deka dentyzm

Nie, nie! Nie macie racji. Tytuł absolutnie nie jest zawoalowaną reklamą jakiegoś zakładu stomatologicznego, który zajmuje się łataniem niewielkich, rzec by można – dekagramowych, ubytków. To po prostu stan psychiczny, który mnie opanował na skutek długotrwałych opadów, niskich jak na tę porę roku temperatur i mających nastąpić wydarzeń. Już samo to długie zdanie źle świadczy o stanie mojego ducha, który jest zdecydowanym zwolennikiem wypowiedzi lakonicznych, aczkolwiek uzasadnionych logicznie.

Ale cóż, cała logika rozmyła się w deszczu. Pozostały emocje i delikatny osad na korze mózgowej – skutek nostalgii za wiosną z prawdziwego zdarzenia.

Ale schyłkowość precz, bo oto już niedługo

prymicje,

które wielkimi krokami zbliżają się do mojego małego osiedla nad prawym brzegiem Wisły. Wydarzenie o randze niemal równej cudowi z 15 sierpnia 2021 roku, kiedy to dla umniejszenia zasług socjalisty Piłsudskiego, zasadniczą część zwycięstwa przypisano siłom niebiańskim.

Otóż z tej na poły wiejskiej parafii, mimo, że położonej w granicach Krakowa, pochodzi pierwszy w jej dziejach prymicjant. Piszę – wiejska, gdyż jeszcze pod koniec XX wieku sąsiadka hodowała kozę. Z drugiej strony spokojnie czekały na Wielkanoc stłoczone w klatkach króliki sąsiada. Kury gdakały tu i ówdzie.
Skok developeracyjny nastąpił jakieś 10 lat temu, gdy nagle Pychowice okazały się kąskiem równie łakomym co Wola Justowska. Nie bez powodu, jako że bliżej stąd do wawelskiej katedry, no i do Tyńca na dwóch kółkach można za 20 minut zajechać! Urbanizacja przerosła najśmielsze oczekiwania pierwszych osadników. A księdza rodzimego chowu wciąż nie było!

W takim to sielsko-willowym otoczeniu, pomiędzy tynieckimi Benedyktynami a pałacem jędraszewskim, odbędą się nareszcie z wielką pompą uroczystości celebracji mszy prymicyjnej. Po tejże przyjdzie czas przyjęć. Szacuje się ilość zaproszonych gości na minimum 50 osób. Wszystko wskazuje jednak na to, że ich liczba zbliży się do setki.

Mobilizacja w parafii jako żywo przypomina przygotowania do bitwy warszawskiej. Z prawej flanki zajmują pozycje oskubane kury, które będą razić gorącym rosołem. Lewe skrzydło opanowują ciasta, pracowicie wypiekane przez róże różańcowe. W pierwszej linii pójdą mazurki, zaraz za nimi makowce, których zadaniem jest chwilowe otumanienie nieprzyjaciela. Centrum obsadzą zapewne wykwintne mięsa, które samym zapachem spowodują niemały popłoch…

Krzyżują się telefony sztabowców, pełne ręce roboty ma plebanijna gospodyni – dowódca zjednoczonych sił prymicyjnych. Wydaje ostatnie rozkazy, obsadza przedpole zakąskami i deserami. Zewsząd nadciągają posiłki krewnych i znajomych, którym trzeba naszykować kulinarną amunicję. Rozsyła się wici po krzesła i stoły, obrusy i sztućce. Słowem

wesele

pełną gębą. Tylko czy znajdzie się Wyspiański , który z tym wszystkim duchowy porządek zrobić i wytknie co niestosowne?

Ja umywam ręce, gdyż i pióro ciężkie i głowa jakaś dekadencka. A właściwie nadenta od nadmiaru myśli. I bólu zębów!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę