Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Pies po przejściach

Pies po  przejściach

Jak ustaliłem z zaprzyjaźnionym czworonogiem, psia piramida potrzeb Maslowa jest dość podobna do ludzkiej. U jej podstawy mamy zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, potem idzie bezpieczeństwo, nad nim wyrasta chęć bycia uznawanym, sam szczyt to konieczność samorealizacji.

Żródło: https://giljanblog.wordpress.com
Żródło: https://giljanblog.wordpress.com

Mój kynologiczny konsultant – kundelek Marceli – doprecyzował kilka kwestii. Otóż samo piciu, papu, siusiu i kupka to mało, żeby pies był szczęśliwy. Może taki pies, który od urodzenia przebywa w domowym zaciszu ma mniejsze wymagania. Nie doświadczył nigdy przemocy, samotności, które niszczą jego psy-chikę. Dlatego pies po przejściach często daje wyraz swojego buntu głośnym, często zajadłym szczekaniem. Po prostu przypomina o swoim istnieniu. Równocześnie takie głośne zachowanie jest wyartykułowaniem doznanych krzywd. Nerwowo ujada na ludzi, inne psy, samochody, dzieci na hulajnogach.

Marceli dodał też, że bardzo ceni ludzi, którzy któregoś z jego pokrzywdzonych kumpli wzięli ze schroniska. |Wie skądinąd, że są oni bardzo właścicielom wdzięczni. Za strawę , własny kąt i kawałek zielonego wybiegu. Cieszą się nim jak dzieci, bo przecież wcześniej mieli tylko klatkę i z rzadka możliwość spaceru…

Tu mój łaciaty przyjaciel zasępił się nieco. Odniosłem wrażenie, że chce mi coś przekazać, ale mu trochę głupio.

Pogłaskałem go delikatnie, podrapałem za uszami i spojrzałem w mądre ślepia. Dałem do zrozumienia, że może mieć do mnie pełne zaufanie, co potwierdziłem psim przysmakiem – czymś w rodzaju naszej fajki pokoju.

Bo wiesz, czasem jest tak, że taki piesek po przejściach ma jeszcze jedno marzenie. Takie cichutkie, malutkie, ale ważne. On już po prostu wywąchał w swoim ogródku wszystkie zapachy, zrobił kupki i siusiu we wszystkich możliwych zakątkach. I ten jego nowy świat zaczął się kurczyć, co niepomiernie go denerwuje. Tym bardziej jeśli widzi kolegów, którzy paradują kilka razy dziennie wzdłuż jego płotu na spacer. I wiesz co – relacjonował dalej Marceli – oddałby nawet miskę żarcia za choć jeden spacer dziennie. Za obwąchanie z bliska jakiejś sympatycznej suczki, zaznaczenie swojej egzystencji pod niewielkim drzewkiem, rozszerzenie zapachowych horyzontów zmysłowych o nowe doznania.

Możliwość realizacji ciekawości świata, eksploracja właściwa wilczym przodkom, która gdzieś tam tli się w psiej duszy pomimo udomowienia. Tego nie zazna zamknięty wciąż na jednym terenie.

Tutaj Marceli cichutko zapiszczał i spojrzał na mnie błagalnie. Zrozumiałem. Pies jest zwierzęciem społecznym, który dla prawidłowego rozwoju i kondycji psychicznej potrzebuje towarzystwa innych przedstawicieli swojego gatunku. A trudno mu to zapewnić, gdy nigdy nie wyrusza poza obręb swojego królestwa. Dziczeje jeszcze bardziej, tak jak człowiek pozbawiony kontaktu z innymi ludźmi.

Marcelemu chodzi o to, żeby inne pieski i pieskowe miały szanse dobrze się rozwijać. A do tego konieczne są spacery, dostosowane do psychiki ludzkich pupili.

Ten mój rozmówca to bystrzacha. Ale cóż! Też był po przejściach. I wyszedł na… ludzi?

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę