Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Piasek wyborczy

Piasek wyborczy

Kilkudniowa przerwa w publikacji postów zwanych przeze mnie dumnie felietonami może nieco zdezorientować Czytaczy. Ale czem prędzej spieszę z wyjaśnieniem. Otóż cztery dni temu rozpocząłem niezasłużony urlop. Zwykle wczasowicz zarzeka się, iż wypoczynek bardzo mu się należy ze względu na efekty całorocznej, wytężonej pracy. Gnębił go szef, dobijały plany, klienci wymagali cudów. Po prostu sodoma z gomorką, jak śpiewał niegdyś nieodżałowany Wojciech M. Tymczasem w moim przypadku żaden z tych wrednych czynników nie miał miejsca.

Dlatego wybrałem się nad morze z głębokim poczuciem winy,

że będę niezasłużenie zajmował na plaży miejsce, które należy się jakiemuś mobbingowanemu referentowi. Lub psu po przejściach, któremu ofiarni właściciele nie są w stanie zapewnić właściwej opieki psychologicznej. Pisze o tym tutaj.

Plaża to jeszcze pół biedy. Zużyłem również spory kawal autostrady, tego symbolu nowoczesnego, państwa polskiego, które co i raz otwiera jakiś nowy, niewielki odcinek motoryzacyjnego raju. Jako człowiek urodzony w ostatnim roku lat pięćdziesiątych, we krwi mam przecinanie różnorakich wstęg epoki gierkowskiej. Dlatego ani minister Adamczyk, było nie było mój krajan, ani premier Morawiecki nie zaskoczą mnie licznymi gospodarskimi wizytami na obiektach o strategicznym znaczeniu. Co to, to nie! Mimo wszczepionego chipa zachowałem resztki zdrowego rozsądku. Chociaż przyznam bez bicia, że dałem się nabrać na fetę z okazji otwarcia odcinka drogi S7 w okolicach podmyślenickiego Lubnia. Nieświadom, że oddano do uzytku tylko jedną nitkę, wbrew sugestiom GPSa, wpakowałem się w 40 minutowy korek. Jak szczeniak nabrałem się na kolejny przejaw gry pozorów Prawa i Szczęśliwości…

Ale skoro już dotarłem nad Bałtyk, to postanowiłem skonsumować to wydarzenie i wygodnie rozciągnąłem się na nadmorskim piasku. Po dłuższej chwili poczułem początkowo niewielki dyskomfort, który następnie przerodził się w promieniujący ból. Myślałem, że być może jest to efekt uboczny hydrożelu podawanego wraz ze szczepionkami. O injekcji tegoż wyczytałem w jednym z anonimowych komentarzy odnośnie szczepień. Zdaniem nieznanego internauty już wkrótce dowiemy się jakie będą skutki użycia hydrożelu. Ponieważ nie podał szczegółowych motywów zbrodniczego postępowania, domyśliłem się, że zadaniem inkryminowanego płynu jest neutralizacja obywatelskiej świadomości wobec zagrożenia LGBT. Tak to wielkie koncerny upieką dwie pieczenie na jednym ogniu – zarobią krocie i wkupią się w łaski „tęczowej zarazy”. Proszę pamiętać, że cytowane określenie pochodzi z ust wysokiego rangą urzędnika kościelnego – powtarzane przy każdej okazji wryło się w moją świadomość niemal tak mocno jak wizyty tow. Gierka w kopalniach czy hutach…

Jednak hydrożel wykluczyłem dość szybko,

gdyż wykonane już po szczepieniu badania nie wykazały obecności nieznanych płynów ustrojowych. Poza tym jeśli chodzi o wszelakie zarazy, to jednak już od dawna uważam, że penetracji należy poddać środowiska nietęczowe – powiedzmy – raczej monochromatyczne z dominantą czerni.

Czułem, że okolicy móżdżku coś niepokojąco skrzypiało i chrzęściło, a moje procesy myślowe przebiegały na wyjątkowo zwolnionych obrotach. Rozumiem – urlopowe rozprzężenie – ale żeby aż tak? To nie mogła być jedyna przyczyna! Nadmiar słońca? Ale przecież opalałem się równo, nigdzie nie widać było poparzeń… No może trochę bardziej zaczerwieniona skóra na torsie. Ale to bardziej rodzaj alergicznej reakcji na polityczne zabiegi lewicy wokół funduszu odbudowy i poparcia PiS.

Tymczasem patrzyłem na morski horyzont i coraz bardziej dochodziłem do wniosku, że teoria o kulistości Ziemi nie może być prawdziwa. Ziemia jest oczywiście płaska, kwestią sporną jest wyłącznie czy podtrzymują ją słonie, czy też ogromny żółw. W konsekwencji cała teoria heliocentryczna Kopernika jest do bani. Stworzył ją zapewne wyłącznie po to, żeby odegrać się na swoich kolegach w sutannach, z którymi przegrał w kości dość spore sumy. Ze względu na peryferyjny charakter Polski nie spotkała go za to żadna kara…

Uznałem, że wszystkie wyprawy kosmiczne to pełna polotu mistyfikacja, a zdjęcia Ziemi z kosmosu są przerabiane w photoshopie. Czułem, że powoli cofam się w rozwoju, a mój mózg pracuje na coraz wolniejszych obrotach. Co gorsze, przywołuje coraz bardziej prymitywne obrazy i zupełnie porzucił ambicje poznawcze.
Zaciekawiło mnie czy taki efekt plażowania dotyka większość Polaków. Zewnętrzne objawy ich zachowania potwierdzały to spostrzeżenie. Ale skąd się to bierze?

Nie było rady. Udałem się do specjalisty z prywatną wizytą. Stwierdził po licznych i kosztownych badaniach, że do mojego mózgu dostały się duże ilości drobinek piasku. Jako jedyną odtrutkę zalecił duże porcje wysiłku intelektualnego, dzięki któremu ciśnienie podkorowe wyrzuci na zewnątrz zalegającą wewnątrz czaszki substancję.

Cóż było robić? Usiadłem przy klawiaturze i wystukałem tekst. Tylko co z plażowiczami, którym po kilkunastu nadmorskich urlopach nagromadziły się w mózgu całe hałdy piachu?
Czy na pewno powinni mieć bierne prawo wyborcze?

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę