Zatkało mi normalnie dech:
Trzynasty. Piątek. A to pech.
Znowu mnie będzie boleć trzustka,
a we łbie się rozgości pustka!
Pewnie przypali mi się woda.
Nie jest zbyt czysta, ale szkoda
marnować wodę tak bez celu.
Wodoru z tlenem brak jest wielu…
Stara sznurówka mi się urwie
i się na polityków wkurwię,
że pech, jak zwykle mają w dupie,
chociaż im w głowach woda chlupie.
Cóż, politycy! Szczęścia wieszcze,
i do was pech się przyssie jeszcze.
Niefart spotkacie na swej drodze.
Nieszczęście was doświadczy srodze.
Trzynasty. Piątek. To się zdarza.
Niech każdy bardzo dziś uważa,
Ja zwykle gubię okulary,
i mam skarpety nie do pary.
W drodze do pracy kapcia łapię,
ranię się szpilką na kanapie.
Mylę teściową z cudną nimfą,
a w odbiorniku tylko Info.
Lecz to nieszczęście jest najpierwsze,
że musisz czytać moje wiersze.
Ponury obraz super ego!
I to nie tylko trzynastego.
Cóż, pech jest tego piątku cechą.
Podkreśl trzynasty grubą krechą!
A czternastego, wcześnie rano,
Bacz, by cię nie pacło ptasie guano…