Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Fortel fotela

Fortel fotela
Jako człowiek podatny na negatywne skutki upałów, długo nie mogłem wrócić na redaktorski fotel blogera.

Przez ponad dwa miesiące stał (siedział?) odłogiem. Niepokoił się, czy nie zasiądzie na nim jakiś nowy pismak, który bezkrytycznie zaakceptuje najdrobniejszy nawet okruch rzeczywistości. A stawała się ta rzeczywistość coraz dziwniejsza. Politycy dochodzili do ściany i zamiast się od niej z hukiem odbijać, gładko przenikali granice absurdu. Piłkarze nożni ponieśli niespodziewaną porażkę z Mołdawią. Zresztą zrobili to niezwykle zręcznie – prowadzili 2:0, by w drugiej połowie dać polskim kibicom prztyczka i przepuścić trzy gole! To się nazywa suspens, którego nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock. Moim zdaniem premier i prezydent powinni uhonorować ich stosownymi odznaczeniami partyjnymi i państwowymi, aby osłodzić bidakom gorycz porażki. A zawiedzionemu narodowi wypłacić rekompensatę Lewi + w godziwej wysokości.

Wspomniany wcześniej fotel był w stanie ścierpieć każde marudzenie, byle tylko pozostać w roli kreatywnego mebla. Lekko pokryty kurzem, kręcił się niespokojnie to wte, to we wte stronę. Z niepokojem czekał, aż spocznie na nim majestatycznie redaktorskie siedzenie. Tymczasem siedzenie zajmowało się wszystkim, tylko nie pisaniem. Wykonywało koszenie i plewienie, woziło się nad morze, nadrabiało zaległości w czytaniu. Sprawdzało też swoją skomplikowaną przeszłość – wymazywało na świadectwach oceny z języka rosyjskiego, chowało pod podłogą płyty Bułata Okudżawy i Piotra Czajkowskiego, ze strachem liczyło w pamięci ilość wypożyczonych książek Bułhakowa, Dostojewskiego i Gorkiego. Ukrywało również slajdy z Moskwy odziedziczone w rodzinnym archiwum fotograficznym. Wszystko po to, żeby nie wpaść w ręce sejmowej speckomisji. To, że dobierze się ona do Tuska, nie ulegało wątpliwości. Było też pewne, że nie poprzestanie na nim. Oj, dobierze się, dobierze do tych najbardziej „piskatych”, którym nie podobają się ludowo-rewolucyjne rządy Jarosława Wielkiego.

Żeby nie wyszło, że wszystko jest tak całkiem do D…, przytaczam przykłady pozytywne:

Nieopodal skałek Twardowskiego udostępniono po remoncie przystanek komunikacji miejskiej. Prace trwały od końca lutego, czyli znacznie dłużej niż moja blogerska cisza. Liczne i zmieniające się ekipipy położyły nową nawierzchnię z kostki burakowej, ustawiły wiaty przystankowe, przeciągnęły linie światłowzwodowe i wreszcie zamontowały pamele słoneczne. Dla uzmysłowienia skali przedsięwzięcia dodam tylko, że podczas Długiego Marszu na przełomie 1934/35 roku, siły Kuomintangu Czank Kaj-szeka ścigając komunistów, przeszły w ciągu roku 12 tysięcy kilometrów. Można więc powiedzieć, że w Krakowie ten czas wystarczyłby to do wybudowania dwóch przystanków z pełną infrastrukturą. Strach się bać, jak zaczną budować pre-metro, co zapowiadał już na FB prezydent Majchrowski.

Również w pobliżu, tym razem vis a vis wiślanych wałów, otwarto kompleks gastronomiczno-handlowy o dźwięcznej nazwie „Centrum Tyniecka”. Już onegdaj zauważyłem, że nasila się tendencja do nazywania wszelkiego rodzaju przedsięwzięć mianem „centrum”. I tak w nieodległej okolicy są następujące centra – karate tradycyjnego, rozwoju, reklamowe, małego dziecka, biznesowe i wiele innych centrów, które mogą sobie Czytelniczki i Czytelnicy wyszukać samodzielnie… Zamierzam zresztą założyć Centrum Blogera i Podkastera, w skrócie CeBiP.

„To jest Centrum, a nie lipa.
już od dziś słuchaj CeBiPa.
A gdy niewymyte uszy,
wpis na blogu Cię poruszy.”

Myślę, że w Krakowie bardziej odpowiednia jest nazwa „centum”, która nawiązuje do powszechnie znanej cechy krakusów. Tak więc na przykład powołać należy przede wszystkim Centum Oszczędzania Słów, promujące lakoniczność wypowiedzi lokalnych blogerów.
Cześć!!



Zostaw odpowiedź

Powrót na górę