To ma być bieg po zdrowie? – pyta mnie z niemym wyrzutem. To nawet nie są zawody, o których wspomina Gałczyński w starszym ode mnie o 9 lat „Liście z Fiołkiem”. Ty nawet we śnie nie przebiegniesz stu metrów – bezczelnie drwi ze mnie mój Garmin! Zatem wzuwam moje wysłużone i zabłocone buty i pokonuje kolejne kilometry.
Wiersz mi jest trudno sklecić,
bo pora już nie taka.
I po kolejnej secie
w głowie mi powstał wakat.