Nie od rzeczy jest dodać, że pasywa spowodował ujadający od rana do wieczora kundel sąsiadów, odrapany płot vis a vis oraz dziura w asfalcie dokładnie naprzeciwko jego furtki. Natomiast aktywa zawdzięcza wytrwałej praca nad sobą – odrzuceniu alkoholu, segregacji śmieci i dziękowaniu żonie za to, że jest.
To co ujrzeliśmy w Rynku Podgórskim w świetle reflektorów podkreślających neogotycką sylwetkę kościoła św. Józefa przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Przypomniałem sobie obozy koczowników żądnych paszportu, które za komuny rozkładały się przed odpowiednimi urzędami. Chociaż, wziąwszy pod uwagę spore ilości parcianych worków otaczających znękanych oczekiwaniem ludzi, obraz bardziej kojarzył się z pospieszną emigracją. Kto wie, może dalszy rozwój sytuacji politycznej zmusi co światlejszych obywateli do podjęcia zdecydowanych kroków w tym kierunku.
Jedyne do czego przyznaję się bez bicia, to wyjadanie w nocy z szafki ciastek – z tej prostej przyczyny, że ślady z okruszków prowadzą do mojego łóżka. Za każdym razem odpycham więc jak mogę zarzuty o niedomknięcie drzwi lodówki, głośne ciamkanie podczas jedzenia deseru i zużywanie nadmiernych ilości papieru toaletowego.
Niezaprzeczalnie jednak od pewnego czasu człowiek zaczął zachowywać się jak dureń. Ufny w potęgę swojego rozumu i przedsiębiorczcości coraz bardziej ograniczał przestrzeń, z której wyrósł. Z przerażeniem obserwowałem w Krakowie, jak grzyby po deszczu wyrastają deweloperzy, którzy zwietrzywszy krociowe zarobki, zaczęli zabudowywać każdą piędź ziemi.
Mam nieodparte wrażenie, że Wielkanocny Poniedziałek powinien zostać obwołany Narodowym Świętem Felietonu. Przyczyna jest niezmiernie prosta: przecież to lany poniedziałek!