Zacząłem oddychać rześkim, mroźnym powietrzem, bez którego muszę się na codzień obywać w zapyziałym Krakowie. Zupełnie nie odczuwałem trudów dość stromego podejścia, gdyż ilość tlenu zupełnie oszołomiła mój zdezorientowany mózg. Z planowanych 3 godzin podejścia zrobiły się 2. Na całej trasie do schroniska spotkałem tylko 6 osób. To niebywałe!