Rozmarzyłem się, a tu przede mną wyrosła ścianka. Z Frywałdu do wsi Sanka podjazd. Maksymalnie 11%, przeważnie 7%. Kilka lat temu z kolarzami Otwartych Treningów Rowerowych „wykręciłem” czas 7 minut. Dzisiaj dwa razy dłużej. Diabli nadali te podjazdy. Było w domu siedzieć, a nie wałęsać się po pofałdowanych peryferiach Krakowa. Niby zimno a ja czuję spływający po plecach pot.
Nie narzekam na brak fantazji (patrz wyżej), ale jakoś nie mogę przywołać obrazu „na krótko” odzianych miłośników rowerowania, którzy beztrosko przemierzają zatłoczoną do granic niemożliwości asfaltową alejkę, rozpięta między mostem Dębnickim a torem kajakowym. Trudno oczami wyobraźni zobaczyć przeciskających się zygzakiem kolarzy, bijących rekordy prędkości czy spacerowiczów z pieskami na 10 metrowych smyczach łapiących w swoje sidła nieostrożnych uczestników tego wariackiego exodusu z parnego Krakowa.
Jeśli ktoś się spodziewa, że będę opisywał cały wyjazd do Chorwacji, to się grubo myli. To będzie kwintesencja szosowa, czyli efekt taszczenia na dachu rowerów przez pół Europy. Pomysł narodził się z refleksji z zeszłorocznego wyjazdu do Włoch. Roweru nie…
Pogoda się schrzaniła głównie z tego powodu , że mam pierwszy naprawdę wolny dzień od dłuższego czasu. Poprzednie wolne dni, to było albo załatwianie czegoś, albo wyprawianie dzieci na wakacje. Potem trzydniówka weekendowa w Empiku i…. … od rana leje…
Nie bardzo wierzyłem, że zrealizuję program treningowy.W kalendarzu miałem zaplanowane 100 km. Rano nie wyglądało to różowo. Ból głowy, odziedziczony jeszcze po poprzednim dniu, powodował stan beznadziejnego otępienia. Plan wyjazdu wcześnie rano spalił na panewce. Nic nie wskazywało na to,…