Nie narzekam na brak fantazji (patrz wyżej), ale jakoś nie mogę przywołać obrazu „na krótko” odzianych miłośników rowerowania, którzy beztrosko przemierzają zatłoczoną do granic niemożliwości asfaltową alejkę, rozpięta między mostem Dębnickim a torem kajakowym. Trudno oczami wyobraźni zobaczyć przeciskających się zygzakiem kolarzy, bijących rekordy prędkości czy spacerowiczów z pieskami na 10 metrowych smyczach łapiących w swoje sidła nieostrożnych uczestników tego wariackiego exodusu z parnego Krakowa.