Dzisiaj niedziela. Wypadałoby jakieś kazanie strzelić. Coś o moralności, współczuciu i miłosierdziu. O prawdzie i uczciwości. Tylko, że ja nie mam przygotowania teoretycznego. Widziałem ostatnio na Instagramie kursy homiletyki, ale się nie zapisałem. Homilie mnie nie kręcą.
W pierwszej chwili myślałem, że żona zadysponowała dodatkowe posiłki w związku z moją chroniczną niedowagą. Dlaczego? Ano dlatego, że zaspanymi oczami przeczytałem fragment smsa, „że na komórce została zainstalowana aplikacja do pozorowania kolacji”. Jasny gwint – pomyślałem.
Mam powyżej uszu kwarantanny. Dzisiaj System nakazał mi wykonanie zadania 0 8.40. Szczęściem otworzyłem oko minuta po 9 i w pół śnie, pół jawie zauważyłem smsa z poleceniem wykonania zadania. Tym razem zostało mi całe 5 minut. Spokojnie uniosłem drugą…
O piątku pisał nie będę. Nie chcę rzucać mięsem. Mail jak na razie wyczerpał zainteresowanie władz naszymi osobami. Domyślałem się, że teraz pracuje procesor, który łączy się z twardymi dyskami w Warszawie. Cierpliwie przerzuca bity danych, odsiewa prawdę od fałszu, analizuje prawdopodobieństwa, żeby w końcu wypluć diagnozę i termin testów.
Dzień drugi naszej kwarantanny. Po wpisaniu w guglach tego słowa, nie wyskoczyło mi, jak się spodziewałem, jego pochodzenie, ale szereg wiadomości bieżących, których przytaczać nie mam zamiaru, bo podejrzewam, że koronawirusologia to obecnie dziedzina, na której Polacy znają się lepiej, niż do tej pory znali się na polityce.