Wydostanie się z kempingu na trasę autostopu wymagało skorzystania z komunikacji miejskiej. Tu z kolei byłem zaskoczony pustymi autobusami i ułatwieniami dla osób niepełnosprawnych. Wynikało z nich, że połowa Szwedów jest w pracy, a druga porusza się na wózkach, co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że jedyną bezpieczną przystanią w Europie jest PRL. O tej porze w Krakowie środki transportu były mocno zatłoczone ludźmi, którzy wyskoczyli na chwilę z roboty, żeby upolować jakiś atrakcyjny towar. Nikt na tym nie ucierpiał, przedsiębiorstwa unikały przeludnienia, a handel nie miał przestojów…
Być może sterczałbym tam jeszcze przez wiele godzin, gdyby nie policjant na motocyklu, który przegonił mnie z tego niebezpiecznego miejsca. Trochę się przestraszyłem. Był postawny, ubrany na czarno, bardzo zdecydowany i groźny. Ogromnie się różnił od przeciętnego, polskiego milicjanta.