Roztaczana wizja powodowała moje rosnące rozmarzenie. Już widziałem, jak idę do sąsiada, prosząc go, aby utrudnił mi wjazd w celu zgłoszenia tego na policję. On chętnie przystaje na moją propozycję – w końcu obu nam zależy na utrzymaniu dobrosąsiedzkich stosunków.
O piątku pisał nie będę. Nie chcę rzucać mięsem. Mail jak na razie wyczerpał zainteresowanie władz naszymi osobami. Domyślałem się, że teraz pracuje procesor, który łączy się z twardymi dyskami w Warszawie. Cierpliwie przerzuca bity danych, odsiewa prawdę od fałszu, analizuje prawdopodobieństwa, żeby w końcu wypluć diagnozę i termin testów.