Udział czystego sportu w sporcie zmniejsza się z każdym rokiem. Lwia jego część to biznes, który jak wiadomo z fair play ma niewiele wspólnego. Presja sponsorów na wyniki powoduje, że naciskani chwytają się wszelkich sposobów, żeby zdoby ć, trzymając się starożytnej terminologii, wieniec laurowy.
Trudno mówić tu o przedsiębiorczości. To po prostu pazerność i wykorzystywanie dramatycznej sytuacji w kraju. Chociaż właściwie pomyślałem sobie, że to ja jestem mięczakiem, bo zamiast siedzieć przy klawiaturze i krytykować powinienem zaoferować developerowi usługi copywritera.
Dzisiaj po dwumiesięcznej karencji pojechałem na rolki. W związku z tym nieuświadomionym Czytelnikom proponuje nieco teorii.
Za poczęcie mojej rolkowej pasji jest odpowiedzialna Aneta. Przyszedł do sklepu Playa taki rudzielec kupować telefon w Mixie. Przy okazji nawiązaliśmy rozmowę na temat łyżew. Nie bardzo pamietam jaki związek występował pomiędzy tymi dwoma tematami, niemniej jednak kolejne spotkanie odbyło się już na lodowisku. I znowu – od słowa do słowa – pojawił się temat rolek.
Sezon rolkowy powoli dobiega końca. Po ostatnich ulewnych opadach deszczu zrobiło sie już sucho, ale na alejkach i ścieżkach rowerowych pokazały się liście i patyki, które utrudniają jazdę.
Dokładnie rok temu znależliśmy sie na Maderze, o której pisałem już w poprzednich postach.
Obiecałem też, że będzie coś o rolkach. Niestety, nie wziąłem ich ze sobą, trochę ze względu na brak wiary, że znajdę tam odpowiednie tereny do rolkowania, a trochę też ze względu na ograniczone możliwości transportu lotniczego. A przecież rolki jak katechizm – powinno brać się ze sobą zawsze i wszędzie.