Tytuł to jeden z licznych żartów językowych, dotyczących nazwisk sławnych ludzi. W tym przypadku ma kojarzyć się z pętlą tramwajową na Salwatorze, która jest położona vis a vis bohatera dzisiejszego filmu.
Kościół św. Jana Chrzciciela i św. Augustyna wraz z klasztorem Norbertanek jest mocno związany z moim dzieciństwem. Tu szedłem do Pierwszej Komunii, tu przez całą podstawówkę chodziłem na lekcję religii. Wreszcie tutaj byłem – ze sporym opóźnieniem – bierzmowany. Ten sakrament odebrałem w towarzystwie głuchoniemych, z racji tego, że wieloletni proboszcz parafii, ks. infułat Jerzy Bryła, był ich duszpasterzem. Tutaj też, pamiętam to dokładnie, wybraliśmy się z kolegą, zaopatrzeni w sznur i latarkę, żeby eksplorować podziemia klasztoru. Marzenia o skarbach spełzły na niczym, bo nie udało nam się sforsować domniemanego wejścia, które zlokalizowaliśmy pod schodkami prowadzącymi do świątyni.
Na Salwatorze byłem też świadkiem na ślubie koleżanki z podstawówki, Lidki Drozdowskiej. Żeby było śmieszniej, dwie godziny później małżeńską przysięgę składała koleżanka z liceum, Ania. Ale tutaj nie piastowałem już żadnej funkcji. Jedynie pożyczyłem na imprezę weselną kolumny głośnikowe, rzadki jeszcze na początku lat 80. rarytas w prywatnym posiadaniu.
Mógłbym tak snuć bez końca różne wspomnienia,
spędziłem bowiem na Półwsiu Zwierzynieckim trzy dekady mojego niespokojnego życia. Jak przez mgłę pamiętam, że u wylotu Rudawy do Wisły, zanim obie rzeki uregulowano, była mała plaża, na którą chodziliśmy z rodzicami zażywać kąpieli. Mogła to być połowa lat 60. Ten skrawek ziemi widać też na moim filmie.
Na głównym dziedzińcu kościoła zaczyna coroczne harce Lajkonik, który upamiętnia najazd wojsk tatarskich na gród Kraka. Tuż obok, po drugiej stronie Rudawy, rozkładają kramy sprzedawcy pamiątek podczas tradycyjnego Emausu. To odpust, który odbywa się w Poniedziałek Wielkanocny.
Myślę, że mogę nazwać śmiało tę część Krakowa moją małą ojczyzną, bo cały obszar od Błoń po Wisłę należał do mnie i do moich kolegów. Spotykaliśmy się na wycieczkach rowerowych, grze w ping-ponga i cymbergaja. Zdarzało nam się nawet wspólnie – aczkolwiek niechętnie – uczyć!
Uprawialiśmy również hazard, w czym celowali koledzy z Przegorzał, w których wtedy jeszcze była tylko szkoła czteroklasowa. Dlatego od piątej chodzili do „mojej” 19 im. Jurija Gagarina – obecnie bł. Bronisławy – w sumie obie postaci związane z niebem :).Rysiek Pasternak, Leszek Kuśmierczyk – Lesu, Bogdan Kadzban, Marek Gajowy, którego – o zgrozo! – na wyraźna prośbę Mamy, uczyłem matematyki. Czyniłem to tym chętniej, iż miał starsza siostrę, Hanię, dziewczę urody niezwykłej, która, ku mojej rozpaczy, zupełnie nie zwracała na mnie uwagi.
Po tym przydługim i nudnym wstępie zapraszam do podziwiania widoków!