Odkąd w Zakopanem zagościli pseudoturyści, którzy tłumnie zaludniają wysokogórskie szlaki obuci w sandały, klapki, w krótkich spodenkach i bez pojęcia o górach, omijam te rejony szerokim łukiem. A szkoda, bo przeszedłem w Tatrach niemal wszystkie szlaki, a nawet odwiedziłem miejsca, które nie są dostępne dla turystów. Opowiem o tym przy innej okazji.
Potem skok przez Niemcy i otarłszy się niemal o terminal lotniska Schipol, wylądowałem w uroczym domku Dina Huize, pomiędzy Hillegom a DeZilk, 25 km na południe od Amsterdamu. Oczywiście – Holandia może być dowodem na to, że Ziemia jest absolutnie płaska. Nawet najmniejszego pagórka. Płasko jak w opowiadaniu Mrożka!
Dumnie spoglądaliśmy na pieczątkę „Wszystkie Kraje Europy. Z prawem jednokrotnego przekroczenia granicy”. Oznaczało to ni mniej ni więcej, że możemy pojechać do dowolnego kraju Europejskiego, ale po powrocie dokument musi z powrotem powedrować do milicyjnego depozytu.
I tu zaczął się prawdziwy dramat! Ilośc chętnych do wizyty u naczalstwa była ogromna, a porządku żadnego. Niezbędne były mocne łokcie lub znajomości. Mimo, ze obaj byliśmy dość szczupli, a może właśnie dlatego, udało nam się dostać przed oblicze najwyższego rangą decydenta.
Nadzwyczajna korespondencja z Londynu, autorstwa Waszego ulubionego Nadredaktora!
Tekścik paluszki lizać!