Witojcie Cepry!
„O! Pan będzie Góralem” usłyszałem po wejściu. No, nie, to nie tak. Ja już jestem Góralem, tylko w cywilu. Znaczy moja Mama z Zakopanego, ale raczej miastowa niż góralska.
Ale cosik tam po góralsku szprecham.
„Ale tu nie ma mowy o mówieniu, bo Pan będzie statystą. No może coś Pan tam krzyknie.”
Dobra. Wypiłem kawę, wpisałem się na listę do p. Renatki – przesympatycznej zresztą, która mnie rozpoznała ze Skłodowskiej.
I czekam.
W ogóle to byłem przed czasem, ale jeszcze nie wpuszczali, to poszedłem zaglądnąć mitorajowej rzeźbie w ślipia.
Dawno w Rynku nie byłem. Ładnie jest. Jednak nie chcę emigrować nigdzie. Wolę mieć do Rynku 5 km niż 5000.
Wracam. Kilku innych Panów statystów już czeka. Ale w sumie mało. Jeden się spóźnia. Inny przyjeżdża na rowerze.
Wiem, że to ma być film z cyklu żywe obrazy. Już robili Hołd Pruski. Dzwonili z agencji castingowej, ale się nie załapałem. widać, ani się na Polaka, ani na Prusaka nie nadawałem. Więc nie zobaczyłem jak książe Albert składa lenno w ręce polskiego króla.
Ale teraz mam szansę zobaczyć Kościuszkę.
Bo to inscenizacja związana z insurekcją kościuszkowską.
A ja będę Góralem. A dyć. Trochę niewyrażnym, jak to widać na zdjęciu obok…
No to wchodzę między wieszaki, głównie stroje szlacheckie i trochę chłopskich sukman. I są portki i cucha góralska. I biała koszula. Nie ma kierpców. dopiero kupią. Dają mi strój, każą się ubrać.
Zapomniałem napisać, że to przymiarka. Zdjęcia jutro. W niewiadomym miejscu.
„Wdziewam” kosulę, cyfrowane portki i cuchę. Ciepłe to to cholernie. ale dobrze, bo nie zmarznę na planie. Tym bardziej, że podkoszulki surowo wzbronione.
O! jest i kapelusz z piórkiem i muszelkami. Jestem zupełnie wyjątkowym statystą. Honorny góral. Z kosą i ciupaską. ale rekwizyty dopiero jutro.
Dobieramy pas. Potem jeszcze charakteryzacja. Włosy są ok. Przypisują mi wąsy, które zostaną doklejone przed zdjęciami. Ciekawe. Nigdy nie nosiłem wąsów! Coś nowego!
Ale ja lubię takie nowości.
Finansowo szału nie ma. Trochę ponad stówę. Ale można poznać ciekawych ludzi.
Na planie Skłodowskiej udawałem profesora. Miałem surdut, fryzurę z przedziałem na środku. Brałem udział w dwóch scenach, ale w filmie ledwie gdzieś mignąłem. Za to bezcenne było przyglądanie się pracy operatora – Michała Englerta. Efekt na filmie niesamowity. Po prostu zdjęcia artystyczne. Myślę, że to najsilniejsza strona filmu.
Ale to dygresja.

Dzień zdjęciowy zaczyna się o 8.30. Ponowne dopasowanie stroju. Uzupełnienia i poprawki. Portki się na dole rozłażą. I tu zaczyna się problem. Moja gruba kolarska łyda nie daje się opiąć ciasnym materiałem. Ledwo, ledwo udaje się zszyć grube sukno nitką. Ale znowu ten ciasny dół powoduje, że portki lecą z tyłka. Bo u mnie odwrotnie niż u przeciętnego Polaka – gruba łyda i chudy brzuch.
Więc opinają mnie skórzanym pasem dość mocno. Może wystarczy.
Jescze przyklejanie wąsów. Pani charakteryzatorka starannie czyści miejsce pod wąsy, kładzie klej i cierpliwie dopasowuje sztuczny zarost do mojej twarzy. Żdziebko łaskoczę, ale w sumie uczucie przyjemniaste.
Jeszcze trochę mazidła na twarz i jestem gotowy.
Autokar jest podstawiony przy Straszewskiego. Niestety misterna konstrukcja podtrzymująca spodnie po kilkudziesięciu krokach przestała zdawać egzamin i wszystko zaczęło mi lecieć z tyłka!
PO 40 minutach dojeżdżamy w niesamowite miejsce. Zapamiętajcie Tarnawa, gmina Trzyciąż. Uroczy dworek z 1784 roku, obok autentyczne, kamienne zabudowania gospodarskie.
Będziemy statystować w scenie, w której szlachcic, na prośbę Kościuszki uwalnia z więzów Bartosza Głowackiego. A potem Naczelnik wita się z nami i pyta każdego: „Ktoś Ty?”
Poszło nieżle, jeden tylko chłopek niekumaty patrzył cały czas w jeden punkt, niezależnie od przebiegu akcji.
Sturchołem go, godołem, co by spozieroł na Nacelnika, a tyn nic. Prawdziwy choop!
Jeden ze statystów, który wlókł Bartosza po ziemi to wypisz wymaluj Marek Siudym. Kropla w kroplę.
Kościuszko i Głowacki poza planem przeklinali jak szewcy.
Reżyser – Pan Marek Brodzki: klasa sama w sobie. Asystował samemu Spielbergowi przy „Liście Schindlera”.
Sprawnie dyrygował ekipą, wnosił celne uwagi, i – tu uwaga, uwaga! Pochwalił mnie, że dobrze gram. Nawet wziął ode mnie numer telefonu. Czy co z tego będzie, to nie wiadomo. Przyjemnie mi się zrobiło, ze zwrócił na mnie uwagę 🙂
Zdjęcia z naszym udziałem zakończono 3 godziny przed czasem. Dostaliśmy pyszne papu w barobusie. Zagrzałem się trochę. Portki i cucha były ciepłe, wełniane, ale od kyrpców mi trochę wiało zimnem. Udało mi się jednak po raz kolejny tej zimy nie zaziębić 🙂
No cóż, znowu dorzuciłem do życiorysu jakiś ciekawy epizod. Ciekawy, tym bardziej, że zdecydowanie odmawiałem udziału w produkcjach TVN.
Teroz cekom na dziewcyny, co by mnie piyknie pobośkoły 🙂

