Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Słowny Śmigus

Słowny Śmigus

Mam nieodparte wrażenie, że Wielkanocny Poniedziałek powinien zostać obwołany Narodowym Świętem Felietonu. Przyczyna jest niezmiernie prosta: przecież to lany poniedziałek. Przez lata całe, począwszy od czasów dziecięcych z utęsknieniem czekano w Polszcze na możliwość oblania bliźniego strumieniem – najlepiej jak najszerszym – wody. Tej prostej przyjemności służyły plastikowe jajeczka wypełnione cieczą, pistolety na wodę, i wiadra, z których na przykład lano wodę podczas Emausu w Krakowie.

Z czasem zwyczaj podupadał, szczególnie gdy zniszczeniu mogły ulec wszechogarniające nas elektroniczne gadżety. O ile człowiek, nawet przemoczony, otrząsnął się z nadmiernej wilgoci, to Iphone mógł mieć z tym spore kłopoty. Piętrzyły się więc w rodzinie spięcia i z czasem wody lało się coraz mniej. Uliczni wodolejcy zostali wyeliminowani przez służby porządkowe. Skończyła się epoka „topienia” lokalnych, zwierzynieckich piękności przez hordy niezdyscyplinowanych podrostków. Zawsze oburzałem się na te coroczne wodne pogonie, bo i zdarzało się rykoszetem zostać ich ofiarą. Ale miało to swój koloryt, podobnie jak zabroniona gra w trzy karty lub trzy kubki. Gipsowe postacie żydków powoli ustępowały miejsca chińskiej tandecie, pistolety na kabzle i korki wyparła elektronika podejrzanej proweniencji. Zresztą korki wypełnione siarką, często zamiast w pistoletach, układane były na torze tramwajowym. Miażdżone kołami przejeżdżającego pojazdu szynowego, powodowały seryjne wybuchy.

Jako się więc rzekło, żywej wody na naród wylewa się coraz mniej. Za to wielokroć zwiększyła się jej ilość wirtualna. Najlepszym dowodem niniejszy felieton, który zamiast skupić się na żywotnych problemach „zostaniodomowej” codzienności, leje z ekranów i ekraników słowną wodę na rozczochranych niedbale przed porannym łykiem kawy Czytelników.
Ale faktem jest, że fala wodolejstwa zalewa media i internet. Włos mi się na głowie jeży, gdy czytuję artykuły w pudelkach czy innych jamnikach. Ale to jeszcze jakoś trawię. No dobra. Są ludzie, których interesują losy wydziaranego węża na prawym udzie córki znanej piosenkarki. Ich sprawa. Już przed epoką koronacyjną omijałbym ich szerokim łukiem. Jestem w stanie od biedy zrozumieć intencje autorów mojego „ulubionego” programu TVP Info: „W tyle wizji”, którego tasiemcowe wywody prowadzących program można porównać tylko do litanii żali, wylewanych na antenie Radia Maryja. No dobra – i tu odnajdzie się niszowy ( w sensie intelektualnym, nie ilościowym) odbiorca.

Najwięcej jednak wody – i to w dodatku mocno skażonej toksycznie przelewa się przez media społecznościowe i komentarze do różnego rodzaju niusów. Ilość porównywalna, obrazowo pisząc, do ilości wody zgromadzonej przez Zaporę Trzech Przełomów w Chinach. Bagatelka – o objętości 60 kilometrów sześciennych. Bardziej obrazowo – jeden bok sześcianu mieszczącego tyle wody sięgałby z Krakowa do Nowego Targu, drugi za Brzesko, a trzeci – pionowo w górę. Ktoś sobie życzy taki basenik w przydomowym ogródku?
Kalumnie, którymi obcy sobie ludzie częstują się w internecie są zupełnie niewyobrażalne. Robią to zupełnie bez skrępowania, z pełną swobodą, na przykład na podstawie zdjęcia profilowego ( lub jego braku) określając cechy nie tylko rozmówcy, ale i jego przodków! I tak mniemam, że o ile emausowych wiaderników można było okiełznać, to zjawisko powszechnie zwane hejtem, ( dawniej zdaje mi się hejta – wio, mówiło się do konia), jest rodzajem samooczyszczenia się nienawistników!
Aby jednak nie przedłużać wymyślonego przeze mnie święta i nie zacząć hejtować hejterów, rejteruję do łazienki, gdzie czeka już przygotowana przeze mnie psikawka.

Aby tradycji stało się zadość!!!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę