PISANE MI PISANIE

PISANE MI PISANIE

Minęły dwa pracowite miesiące, podczas których zadręczałem PT. Czytelnikowstwo niezliczoną ilością podejrzanej jakości utworków. Co zdziwiło mnie jeszcze bardziej, od czasu do czasu zyskiwały one ostrożny aplauz ze strony mniej zorientowanych w rzeczywistych walorach literackich języka polskiego. Rozzuchwalony początkowym powodzeniem nieostrożnych prób poetyckich, brnąłem głębiej i głębiej. Ściśle oplatała mnie lingwistyczna entropia i pozbawione skrupułów semantyczne rozpasanie.

Do czerpanych z życia własnego i bliźnich rymów, wkradały się długimi szeregami niekontrolowane emocje. Zajmowały z góry upatrzone pozycje i ostrzeliwały moje organy sensoryczne długimi seriami smutku, zwątpienia i wesołej beztroski. Nie oszczędzały też neuronowych łańcuchów logiki, tym samym narażając moją codzienna egzystencje na ogromne przeciążenia. Poddany procesowi ustawicznej destrukcji mózg, z każdym dniem tracił na IQ. Po przejściu poniżej setki odmówił posłuszeństwa i powoli zaczął generować prawicowo-nacjonalistyczne odchylenia.

Ostatnim aktem woli zmusiłem go do racjonalnego wysiłku podczas wyborów, co z kolei fatalnie odbiło się na mojej empatycznej naturze. Zacząłem być złośliwy, kapryśny, odmawiałem przyjmowania wysokokalorycznych posiłków, gubiłem w rozmowach wątek i szykanowałem wszelkie próby nawiązania kontaktu. Mój zdegenerowany światopogląd z aprobatą przyjął wystąpienie Prezesa, wieszczące wyborcze zwycięstwo. Na opozycję zacząłem spoglądać z dystansem, przechodzącym momentami w podejrzliwość!

Znajomemu księdzu nie tylko nie odpowiedziałem Szczęść Boże, ale odwróciłem się do niego tyłem, symulując grabienie liści. Dzieciom, które codziennie przechodzą do i ze szkoły, zacząłem recytować „Boże coś Polskę”, tak, by uchronić je przed genderyzmem, lgbetyzmem i tumiwisizmem. Sytuacja domowa uległa dalszej deterioracji, osuwając się na dno Rowu Mariańskiego i puchnąc na kształt ryby głębinowej.

Widząc w perspektywie całkowitą dezintegracje mojej nadwątlonej już mocno osobowości, postanowiłem przedsięwziąć zdecydowane kroki zaradcze.

Przestałem pisać!

Powoli wracało we mnie życie. Synapsy reperowały utracone połączenia, a kubki smakowe zaczęły odróżniać kalafiora od bułki pszennej. IQ ustabilizowało się na poziomie 115 jednostek, a empatia doceniała wysiłki uczniów, zmagających się z podręcznikiem „Historia i Teraźniejszość”. Księdza, ograbionego wcześniej z godności na rzecz liści, obdarzyłem przyjaznym spojrzeniem, a poglądy Kaczyńskiego wróciły na należne im miejsce!
Emocje przegrupowały się tak, że odblokowały podziw dla atrakcyjnych blondynek i radość z muzycznej spuścizny cywilizacji zachodniej. Najdłużej wahał się homo politicus, ale w końcu wrócił na centrolewicowe rubieże…
Tylko ta wena! Wciąż drzemie we mnie wewnątrz, niczym aktywny wulkan zagrażając moralnej równowadze i wciągając moją duszę do szarej strefy nieodpowiedzialności. Ale co tam!

BEZ PISANIA ŻYĆ SIĘ NIE DA!!!

2 komentarze do “PISANE MI PISANIE

Leave a Reply

Powrót na górę