Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Pogoda na bloga

No, no. Blogato nam się zrobiło. Złoto kapie tu i tam. Trochę z Bródki, trochę w kuźni. A co najciekawsze zapewne wróci na Podhalu, a w szczególności w Zębie, moda na złote zęby. Ech, pamiętam, jak góralka zalśniła, zabłysnęła takimi siekaczami, to od razu wszyscy wiedzieli, że hruba z niej gaździna!
Cieszyć się należy, że po latach posuchy sypnęło medalami. Niestety w ślad za tymiż, nie posypała się inteligencja prowadzących wszelakie programy ku czci i ku pamięci. A jak już zobaczyłem Wiśniewskiego, jako eksperta od sportów zimowych, to mnie zatkało. Co prawda, moja żona (pierwsza), wyjaśniła mi, że żona Michała (czwarta) jest córką Apoloniusza Tajnera. Czyli przez koligację rodzinne nasz współczesny wieszcz wszedł również do Panteonu komentatorów sportowych. Nawet na jego użytek wymyśliłem nowe słowo: cele brytan, czyli taki, który za to, że dużo szczeka, to powinien trafić do celi…
A w Anglii taki ktoś to się nazywa celebrytanin. Tylko jego zamiast do więzienia, wysyła się na barkę, po ang: „to bark” to właśnie szczekać.

W ogóle zabawy i kawały językowe w związku z złotymi medalistami pokazały, jakim to wesołym narodem jesteśmy. Skocznie proponuje się zamienić na Stocznie, Bródkę wysyła się do pożaru oblodzonymi drogami na łyżwach. Premier tym razem obalił mity wojaży zagranicznych, zacisnął zęby,zrezygnował z ferii w Dolomitach i pojawił się w Zębie. Nawiasem mówiąc, muszę się pochwalić, że jeszcze niedawno w mojej parafii jednym z wikarych był zębianin, który co prawda urodził się w Bieszczadach, ale korzenie (sic!) ma w Zębie.
A złoty panczenista leciał tak na łyżwach, bo sobie ciągle powtarzał: Doma nie widze i chciał jak najszybciej go ujrzeć… To sam wymyśliłem, ale zdecydowanie nie kwalifikuje się ten dowcip do serii finałowej, nie mówiąc już o podium. Co najwyżej odium… grafomana na mnie spadnie. Gdzie mi tam do Kazimierza Wierzyńskiego, który laury literackie – złoty medal, zdobył na  Olimpiadzie w Amsterdamie w 1928 roku. A tak o poecie śpiewał w refrenie Jacek Kaczmarski:
„I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal, w ostatnim skoku w nieskończoną dal…”.
Wierzyński zmarł prawie dokładnie 10 lat po moim urodzeniu…
To może, jeśli Zimowe Igrzyska zawitają do Krakowa, to, mimo mocno podeszłego wieku, wystartuję w paraolimpiadzie literackiej. Będę sławił aktualnie panującego w Krakowie Prezydenta takimi słowami:
„Vivat Profesores, Vivat Academia
Niech żyje Prezydent, niech się nam nie zmienia,
A jak nam się śnieżek poroztapia w bagna,
To nie winien Majcher, jeno wstrętna Jagna”
Zaznaczam, że wszelka zbieżność nazwisk, imion, przydomków i tytułów jest absolutnie przypadkowa.
Podobnie jak ludzie u steru władzy. I nie tylko w Krakowie.
Złote słowa!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę