Minęło juz 5 dni od ostatnich informacji z Medżugorie. W Krakowie za oknem deszcz, temperatura poniżej 15 stopni Celsjusza, a w Bośni jeszcze niedawno 4 rano ponad 20 i okropna duchota.
Piątek 4.08
Pisałem w ostatnim „medżugorskim” poście, że wybieramy się na wschód słońca na Kriżevac. I nie skłamałem.
„Pobudka o 4 rano. Wyjeżdżamy ( bez Matyldy i Patryka) pod Kriżevac. Autobusy wolno posuwają się w stronę parkingu. Trudno znaleźć miejsce. Odsuwamy pojemnik na śmieci i nasz Opel wciska się w lukę. Drugi bus parkuje po przeciwnej stronie jezdni pomiedzy autobusami.
![]() |
| Pielgrzymi z Ukrainy pod szczytem |
Dookoła straszliwy tłum. Ksiądz Adam przestrzegał nas, że na szczyt będzie wspinała się spora gromada pielgrzymów. Sugeruje, żeby podłączyć się pod jakąś polską grup ę, która odprawia drogę krzyżową. Bo sami, nieliczni, nie mamy siły przebicia.
Z prawdziwym przerażeniem patrzę na bose stopy niektórych pielgrzymów. Pokuta pokutą, ale warto zachować jakieś szczątki instynktu zachowawczego. Jakimi grzesznikami muszą być Ci, którzy decydują się na taki krok?
Przyklejamy się do grupy prowadzonej przez zakonnika w czarnym habicie. Zakonnik jeszcze przy p[ierwszej stacji zabiera się do odprawiania modlitw z kolejnej. Wierni z jego grupy hamują te zapędy nadgorliwca.
Jednak nie bardzo da się iść z nimi. co chwilę postój, ciemności egipskie i wielki ścisk powodują, że zaczynam czuć się nieswojo. Poza tym rwane tempo wybija człowieka z rytmu. Na szczęście mrok powoli rozprasza się, co znacznie ułatwia wyprzedzanie, a właściwie omijanie ślamazarnych pielgrzymów”.
Młodzi przemieszani ze starymi. Imponuje mi grupa mocno już leciwych Włoszek, które odmawiają zdrowaśki, pnąc się przy tym nieustannie w górę. Naprawdę nie wyglądają na rasowe turystki. Siła wiary, jakby na to nie spojrzeć. Robi sie jasno, powoli zyskujemy przewagę wysokości nad poszczególnymi grupami. Piszę „zyskujemy” ponieważ wspinam się z Zosią. Podejście nie jest bardzo trudne, różnica poziomów około 200 metrów na przestrzeni 1 km, co daje nachylenie w granicach 20%. Dla pieszego wędrowca to nie jest jeszcze tragedia, ale kolarz może mieć z takim podjazdem spore problemy :). Temperatura, mimo, że niewysoka, około 23 st., to jednak utrudnia wspinaczkę.
Jest dość sucho, ścieżka ma czasem 2-3 metry, czasem jest 3 razy szersza. Skały i kamienie są mocno wyślizgane przez pątników, pomaga to bosym stopom, nie ranią się o ostre krawędzie. Są momenty, gdy podchodzi się bez przeszkód, ale czasem trzeba wypatrzeć jakiś skrót pomiedzy niewysokimi krzakami, zeby ominąć pielgrzymi korek.
Myślę, że całe podejście zajęło nam jakieś 45 minut. Nie pamietam, o której wyruszyliśmy z dołu, natomiast pierwsze zdjęcia zacząłem robić około 5 rano.
W 2/3 góry wyprzedza nas ks. Adam. Pod szczyt, na coś w rodzaju platformy widokowej wdrapujemy się w chwilę po nim. Panorama miasteczka i jego okolic robi duże wrażenie. Jakoś zawsze jest tak, że mozół zdobywania gór nagradzają fantastyczne widoki. Tym bardziej, jeśli dzieje się to wczesnym rankiem i za chwile rozpocznie się fantastyczny spektakl powtarzany niemal na całej kuli ziemskiej ponad 360 razy.
Robimy sobie kilkanaście ujęć i „szczytujemy” pod krzyżem.
Majestatycznie, bez pośpiechu, za górami widniejącymi na horyzoncie pojawia się czerwona poświata, a za chwilę rozżarzona, słoneczna kula wytacza się zza wzgórz. Właściwie jest to coś w rodzaju bastionu obronnego. Widok przepiękny, niezapomniany i jaki sobie jeszcze chcecie przywołać epitet po zobaczeniu załączonych fotografii.
Co ciekawe, na szczycie nie ma jeszcze w tym momencie tłumów. Stacje drogi krzyżowej opóźniły marsz. Kriżevac konkretnie zaludnia się kilka minut po wschodzie słońca.
![]() |
| Majestatycznie – prawda? |
Rozglądamy się chwilę wokoło. Podziwiamy panoramę.
Zastanawiam się, jak to było podczas wojny. Bośnia i Hercegowina to jedna z najbardziej zniszczonych postjugosławiańskich republik. Nie dość, że sąsiadowały ze sobą trzy, niekoniecznie bliskie sobie religie – katolicyzm, prawosławie i muzułmanie, to jeszcze dokładnie wymieszane były narodowości. Najbardziej separatystyczne tendencje mieli, i to z dużym poparciem Rosji, prawosławni Serbowie, na których mogła, poza czynnikami politycznymi z Moskwy wpływac też rosyjska cerkiew. Sytuacja podczas i po wojnie była na tyle zawiła, że w 1995 roku powołano tu w ramach Republiki Bośni i Hercegowiny dwa organizmy: Federacje Muzułmańsko-Chorwacką oraz Republikę Serbską. Każdy z nich miał swój odrębny parlament, a funkcję głowy państwa stanowiło kolegialne Prezydium z rotacyjnie wybieranym przewodniczącym – przedstawicielem jednej z trzech nacji.
![]() |
| Pod krzyżem |
Niezły misz-masz, nieprawdaż? Tygiel, o którym już wcześniej pisałem najlepiej widać w Mostarze, który odwiedzimy za dwa dni – w niedzielę. W krajobrazie nad miastem walczą o lepsze wieżyczki meczetów z dzwonnicami kościołów. Ponoć jeśli z jednych odezwą się nawoływania muzzeinów, to drugie odpowiadają biciem dzwonów…
Ale o tym będzie już niedługo, wraz z przepieknymi fotografiami tego miasta.
To taka maleńska dygresja, wywołana widokiem spokojnego już w dzisiejszych czasach krajobrazu.
![]() |
| Ks. Adam kontempluje widoki |
Schodzimy szybko, zasadniczą część tłumu zostawiamy za sobą. Kilka osób podąża boso.
Do odjazdu busa została nam godzina. Nie czekamy, ale drepczemy do domu około 40 minut. Gubimy sie przy okazji skrótu, tracimy trochę czasu, ale poznajemy nową drogę.
Wpół do 8 kładziemy się na godzinkę. Dochodzą do nas niepokojące wieści z Polski związane z rodziną. Na szczęście okazują się nieprawdziwe.
Nie idę na śniadanie, do obiadu zostaję samotnie w pokoju…
Najważniejszy punkt dzisiejszego programu poza nami.







