Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Etiudka krakowska

Cześć!
Szliście kiedyś na Wawel? Pewnie tak. Ale nie Kanoniczą, tylko Plantami? Od Filharmonii, Pałacu Biskupiego, więzienia św. Michała? No i co? Zauważyliście coś ciekawego? Bo ja nie. A, przepraszam Seminarium Duchowne. Bo to potężny budynek jest. Poza tym byłem w środku przed konsekracją, ( nie wiem czy to się prawidłowo tak pisze), mojego zakopiańskiego kuzyna, Jerzyka, na księdza. Więc zawsze gdy tam jestem przyglądam się ciekawie, czy jakiś kleryk nie przemknie alejką wsród szpaleru szacownych drzew.
Ale nigdy, ale to przenigdy nie przyglądałem się, ani tym bardziej nie zastanawiałem się co to za budynek stojący po drugiej stronie Plant.
I wreszcie wczoraj – kombinacja świateł i cieni przyciągnęla mój wzrok. Boże, jakie to okno piękne jest. I w ogóle cała willa. No może ździebko zaniedbana.
Podaje adres: Podzamcze 1. Bardzo szacowny adres. Tylko oczko mniej ważny od samego Zamku Królewskiego!
I tu Was mam. To o czym piszę zyskało miano Małego Wawelu, nie tylko ze względu na bliskość tegoż, ale również na podobieństwo niektórych detali architektonicznych. Przysięgam, jak będę przechodził z aparatem fotograficznym zrobię więcej ujęć. No i zdjęcia nie będa takie krzywe. Jak w Pizie 🙂

Wczoraj sfotogra-fowałem
tylko to okno. Bardzo chciałem, żeby w tle wyszła mi Wieża Zygmuntowska, ale kontrast był zbyt duży i gdzieś rozpłynęła mi się w krakowskim po-wietrzu.
Na ile mogłem, obszedłem zabytek, zrobiłem mini inwentaryzacje – tak, tak willa jest zamieszkana. W dodatku można sobie coś cyfrowo wydrukować, bo takaż firma prosperuje również wewnątrz.
Prawda, że to fantastyczne miejsce pracy? Wiem, bo kiedyś pracowałem najpierw przy Floriańskiej, a potem w sukiennickich kramach.
Wnętrze już nie jest takie ładne, chociaż klatka schodowa całkiem całkiem. Drewniane poręcze wsparte o metalową konstrukcj. No i zupełnie nie mogłem się doczekać, żeby sprawdzić co to za budynek. 

Ale zanim to zrobiłem pogadałem chwilę z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, osobowością zupełnie nie na dzisiejsze czasy: lekarzem, poetą, tłumaczem i wreszcie satyrykiem. Mocno pieprzne wierszyki ( np.: „Ernestynka”, bardzo antyklerykalne felietony – mam, mam, a jakże – „Piekło Kobiet” i „Reflektorem w mrok” to podstawowa lektura współczesnego człowieka, czy wreszcie te „Słówka”. Wierszyki, z których do rozpuku zaśmiewałem się wielokroć. Ernestynka, Ludmiła czy Stefania, Dziadzio – Mistrz szydził z wszystkich, ale czynił to tak wdzięcznie, tak uciesznie, że trudno było się obrazić.
Bardzo ubolewam, że polotu dzisiaj u ludzi za grosz, że trzeba im pisać wprost, a jak się nie napiszę wprost, to się indyczą, że nie wiadomo po której stronie się jest.
Tak miałem po wierszyku o reparacjach wojennych wrzucony jako komentarz do jakiegoś tzw. mema. Jakiś nadęty głąb wytknął mi, że stosuje się do mnie prawo Poego. Gdyby miał polot, to by wiedział, że się z Szydło i rządu naśmiewam. Ale nie,  on mi przypiął łatkę, zamiast się wczytać!
Tak mi się teraz nasunęło:
„Przy tępaków wielkim roju
Chłopie nie myśl Ty o Boyu.
Dziś dla ducha z masłem kromka,
że w serialu braknie Tomka.”
 
Wracając do budynku, a odchodząc od tempaków ( to tacy, któ®zy myślą w zbyt wolnym tempie), to jeszcze dwa słowa o tych, którzy są do jego powstania warunkiem koniecznym.
Architekci.
Zawsze ubolewałem, że całe grono zacnych architektów, dzięki którym Kraków wypiękniał pod koniec XIX i na początku XX wieku zostało wypchniętych do Pychowic. Co to znaczy? Ano to, że mają swoje ulice przy dość przaśnych, chociaż nietanich domach jednorodzinnych. Teodor Talowski, Maciej  Moraczewski, Władysław Ekielski, Tadeusz Stryjeński  i kilku innych zostali skazani na banicje w tzw. Bumie podnosząc prestiż mieszkańców, obniżając zaś swój.
Na szczęście na Plantach, w okolicach Collegium Novum ( ach, cóż za piękny budynek) pojawiły sie   ładne tablice, na których przybliża się ich życie i dzieło. Idźcie tam koniecznie przy okazji niedzielnego spaceru!!! Chwała pomysłodawcom i twórcom tej wystawy!!!
 
 
I własnie Ekielski i Stryjeński byli projektantami Małego Wawelu, od którego rozpocząłem moją plan(t)ową opowieść. Wykonali go na zlecenie krakowskiego filozofa i podróżnika Maurycego Straszewskiego, profesora UJ, nieco już zapomnianego. No może niezupełnie, bo czasem wymieniamy ulicę Straszewskiego zupełnie nie mając świadomości skąd się wzięła.
To tyle nudzenia na dzisiaj.
Mam nadzieję, że Asia Ż. będzie mogla zasnąć po przeczytaniu tego tekstu :). Bo jak tak dalej pójdzie to PT. Czytelnicy raczej PO przeczytaniu będą cierpieć na bezsenność.
Czego raczej wolałbym uniknąć 🙂
Cześć!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę