Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Trudna mowa, gdy nie podaje głowa

Kiedy podczas transmisji sportowej słyszę, że jeden skoczek spada w dół, a drugiemu „podaje noga” ( co z reguły odnosi się do kolarzy), to zastanawiam się komu nie podaje głowa? Mnie czy sprawozdawcy?
„I płacząc sobie zadaje pytanie:
Czy to rozmyślność, czy mózgu niemanie :)”.
Ja tu na blogu błąd od czasu do czasu mogę strzelić, nikt mi za pisanie nie płaci. Czytelników też za dużo nie mam, widać poruszane przeze mnie problemy nie bardzo ich obchodzą. Ale też i zdarza się, że do porządku przywołany zostanę za brak ogonka ( he, he) lub innego znaku diakrytycznego. I o ile w moim wieku brak ogonka już tak bardzo nie dziwi, to podejścia krytycznego staram się sam do siebie nie stracić.

Chociaż ostatnio tematów do pisania mi brakuje i zacząłem podejrzewać, że jedynie ciekawe publicystycznie zjawisko to moja zgryźliwość i sarkazm. Ten ostatni chwilowo przerodził się w „smarkazm„, bo nieco się ostatnio na ostatnim treningu przegrzałem, poczem wylazłem na mróz i rowerem przez ten mróz sie przedarłem.
W tym miejscu oczekuje zdecydowanych zachwytów i pytań, co takiego trenuje?

Spinning – dygresja

Odpowiadam – spinning. 
Ostatnio byłem zdziwiony, ponieważ sporo osób nie wie o co chodzi. Niektórzy kojarzą ten termin z wędkarstwem ( np.: mój Szanowny Tato). To jednak nie ta dziedzina. Bowiem zalewanie robaka zawsze szło mi słabo i kończyło się chorobą morską z wiadomym skutkiem. 
Pamiętam, jak w zamierzchłych czasach znajomy przygotował na Hali Gąsienicowej sporą ilość alkoholu na bibkę dla członków Sekcji Narciarskiej AZS UJ. Ale szkopuł był w tym, że pojawiłem się tylko ja, a ów jegomość sam nie pił ze względu na odwyk. Jak nietrudno się domyślić, średnia na łeb wyszła dość wysoka, tym bardziej, że piłem z charakterystycznych dla połowy lat 80. kubków schroniskowych z gustownymi dwoma paseczkami wokół. 


Noc była ciężka. Próby zwrócenia przyswojonych wcześniej „treści intelektualnych” spełzły na niczym, gdyż zawroty głowy nie pozwoliły mi trafić do drzwi! Zmęczony poszukiwaniem wyjścia klapnąłem na jednym z łóżek ( warto dodać, że to była sala zbiorowa z piętrowymi pryczami w „Murowańcu” na Hali Gąsienicowej). Klapnięcie wywołało zdecydowaną reakcję lokatorki łóżka. W pośpiechu salwowałem się ucieczką. Przetrwałem jakoś do rana, zawstydzony nocnym atakiem na turystkę. Tymczasem rano owa pani śmiało zagadnęła pana śpiącego nad nią czy przypadkiem nie wstawał w nocy. Wstrzymałem oddech, bo w powietrzu wisiało dalsze śledztwo…

UFF
„Bardzo Panią przepraszam, wychodziłem w nocy siusiu i nieco gwałtownie schodziłem” –  sumitował się ów jegomość.
Moja reputacja była uratowana. Na koniec dodam tylko, że na Karczmisko, które trzeba pokonać, zanim rozpocznie się zjazd nartostradą do Kuźnic, zwykle wychodzi się około kwadransa. Mnie polibacyjny marsz zajął około 40 minut… Wspinałem się mozolnie znacząc mój szlak tym, czego nie zostawiłem w schronisku.
No i znów dygresja zawiodła mnie na manowce głównego nurtu opowieści. Czasem mam wrażenie, że jestem w te klocki lepszy od Szwejka, co by nie mówić Mistrza gawędy wszelakiej…

Spinning – sedno

Otóż spinning, Drodzy Pa ństwo, to taka zabawa w jazdę na rowerkach ze specjalnym kołem zamachowym zamiast tradycyjnego. Rowerków na sali jest kilka, prowadzący puszcza muzykę i przez 50 minut zachęca do wysiłku. Jest jeszcze specjalna śrubka, którą można zwiększać opór symulując podjazd. Takie spinningi zaliczyłem w minionym tygodniu trzy, czwarty został odwołany. Nie powiem, że jechałem zawsze z entuzjazmem. Powodów pozostania w domu było zawsze tysiące.  Mróz, deszcz, zmęczenie, późna pora, fajny film w TV. 


Udało się pokonać te pokusy i plan został wykonany… Zresztą dodam marketingowo, że Infinity Fitness przy Reymonta ma bardzo fajnych instruktorów. Marcin, Arek, Ania i Ula prowadzą zajęcia bardzo profesjonalnie i potrafią zmotywować tak, że ósme poty wyciskają…
Przyszły tydzień spinningowo odpada, bo pracuje wieczorami, ale pojawiło się światełko w tunelu ze względu na początek ferii i uruchomienie ślizgawek na Cracovii w porze porannej.

Mam nadzieję, że noga będzie mi podawać i nie spadnę w dół na twardy lód. A zamiast ostrza satyry będę eksploatował ostrze moich Bauerów. Co wyjdzie na zdrowie i mnie i Czytelnikom.

Salvete amicis, jak mawiał zaprzyjaźniony kloszard.
PS. Kolejny post będzie poświęcony literaturze historycznej. Zapraszam 🙂
Przemek

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę