Piłka była krótka. Wrzuciłem do postu Mateusza krótki komentarz, że i owszem, chętnie się wybiorę na wycieczkę. Zaraz poterm zaproponowałem kierunek Sołtysi Dział, czyli przełęcz potocznie zwaną Hujówką. Wywiązała się krótka dyskusja, ktorej efektem było umówienie się na 9 w niedzielę.
W praktyce wyglądało to tak, że spotkaliśmy sie wszyscy dopiero pod Orlenem przy Kolnej, wymieniwszy wcześniej kilka telefonów i wiadomości na czacie.
![]() |
| Cień autora na przeł. Szklarskiej |
Ale potem poszło gładko :). Jechało się i gadało super, tempo było rzeczywiście chill bez zbędnego przyspieszania. Przez Skawinę dotarliśmy do Woli Radziszowskiej, a potem boczną drogą jechaliśmy w kierunku Zarzyc Małych. Poprowadziłem trasą, którą odkryłem jakieś 7 lat temu. Spodobał mi się niewinnie wyglądający podjazd, określany na Stravie mianem: „Cedron, południowy podjazd”. Zaskakująco długi – 1400 metrów ze średnim nachyleniem 7%, momentami osiągający 10. To oczywiście nie jest Zoncolan, ale mocno nas zaskoczył. Zjazd przyjemny, równym asfaltem aż do DK 52. Ruch umiarkowany, chociaż na wąskiej drodze musieliśmy uważać na nadjeżdżajace z przeciwka samochody. Ani się spostrzegliśmy, a już bylismy w Sułkowicach.
Jak zwykle miałem kłopoty, żeby odnaleźć skręt na Hujówkę. Ale nie dałem sie ponieść nerwom i wyczekałem do ostatniej chwili 🙂
Krótki batonowy bufet, więc zostałem nieco z tyłu i zaczęło się. Jazda praktycznie w pełnym słońcu, nastromienie zwiększa się i znikąd ratunku. Żadnej półeczki, wypłaszczenia, w dodatku spory ruch samochodów, które plują w nas spalinami.
Powoli odpadamy, ja schodzę z roweru przy 18% nachyleniu – to ostatnie 340 metrów co prawda, ale po prostu nie daje rady. Takich podjazdów nie pokonywałem od 5-6 lat, więc psychicznie nie byłem przygotowany. Podchodzenie w blokach mało komfortowe.
Jedynie Mikołaj pokonał całość w siodle! Gościu jest niesamowity.
Chwila komentarzy na szczycie i rzucamy sie w dół do Bieńkówki, która wita nas… odpustem. Przerwa na tankowanie, kontemplacje miejscowych „piękności”. W chwili gdy od strony kościoła dobiega chrapliwy głos organisty uciekamy czym prędzej. Długi podjazd na przełęcz Szklarską. Na szczycie pstrykam Jackowi fotkę. Bohaterem kolejnej jest mój cień.
Szpica poleciała na dół, mnie leci z blatu łańcuch, szybki serwis, ale zostaję z tyłu. Próba pogoni nieudana, koledzy czekają na mnie w Stróży. Starą Zakopianką docieramy do Myślenic, a mnie trapią myśli, czy podołam podjazdom, które dzielą nas od Krakowa. Pokrzepia mnie nadzieja, że z wytrzymałością u mnie nieźle, a nawet rośnie ona wprost proporcjonalnie do ilości pokonanych kilometrów. Zresztą cała ekipa pracuje solidarnie, nie ma ucieczek, ani ścigania. Bardzo fajny, niedzielny wypad się nam zrobił.
Moje obawy są nieuzasadnione. Etap Myślenice – Swoszowice pokonujemy gładko, zmieniając się na prowadzeniu. Tu i ówdzie pojawia się skurcz, ale to przy takim terenie normalne.
Klasę pokazuje Paweł, któremu urosły skrzydła i prze zdecydowanie do przodu.
Nawigacja jest ok, bezbłędnie trafiamy na rondo w Świątnikach.
![]() |
| Na nic Kalvin, na nic Luter kiedy spod kół leci szuter… |
Wrząsowice witają nas remontem drogi, czyli nieprzejezdną nawierzchnią. P0czątkowo gości nas chodnik, a ostatnie 200 metrów przenosimy rowey na plecach. Potem jeszcze tylko krakowski, dziurawy, miejski asfalt i dobijamy na skrzyżowanie nieopodal i-sportu, nowego miejsca wypadowego OTRu. To koniec wspólnej jazdy, powoli rozjedżamy się w swoich kierunkach.
Podsumowania pojawiły się już na FB. Wrażenia pozytywne, nowe miejsca, w które ciężko być może trafić samemu, dystans między 90 a 112 km ( zależy kto gdzie mieszka), przewyższenie, tak jak planowałem blisko 1400 metrów, a średnia ( moja) bez mała 25 km/h.
Te liczby nie mają wielkiego znaczenia, liczy się, że fantastycznie spędziliśmy kilka godzin, wszyscy dojechali szczęśliwie i z niecierpliwością czekają na kolejny wypad. Szczególnie Ci, których Hujówka zrzuciła z roweru…
Chyba, że się mylę?
PS. Jeśli przekr ęciłem czyjeś imię proszę o info.
PPS A na deser wyśmienity film Michała :


