Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Nowe miejsce

Nowe miejsce

Double Breasted.
Stoimy na kotwicy. Kolejna – bezludna wyspa. Tylko cztery mile od poprzedniego miejsca. 
Dwa miesiaące temu roztaskała sie tu łódka z czterdziestoma uchodźcami z Haiti.  Kilku nie przeżyło. Na te ” nieprzeżyte” ciała natrafili znajomi żeglarze. Powiadomili  Bahamas Coast Guard przez radio.  Duże przezycie: wyrzucone przez morze niekompletne zwłoki walały się po plaży. Ale to już historia. My ogladąmy resztki wraku , spore ilości ubrań i rzeczy pozostawionych na brzegu. Płynąc dochodził do nas odór z brzegu ,prawdopodobnie tych których nie odnaleziono. 
Jak by na to nie patrzeć, piękne miejsce. Rozrzucone wysepeczki jak grzyby w lesie, między  którymi można chodzić w krystalicznie czystej wodzie po kolana. Szukamy conch. Takie gigantyczne ślimaki w wielkich pięknych muszlach. Lokalny i nie tylko lokalny przysmak. Przyrządza się z nich sałatki na surowo, lub tak jak w Polsce smażąc, coś w rodzaju naszego schabowego. Jak by na to nie patrzeć niezbędna proteina. Szukając konch natknąłem się na homara. Piękne stworzenie. Może dobrze że nie miałem oszczepu z gumą,  bo pewnie pokusiłbym się o obiadowe trofeum.  Próbowałem wcześniej ustrzelić homara, ale szczęście dopisało jemu, a nie mnie. Takie to prawa dzungli.

Siedzę i piszę ma telefonie. Internet mam od kolegi na sąsiedniej łódce. Odpływają by przedłużyć wizę na dalszy pobyt. Niepotrzebny, ale niezbędny kontakt z cywilizacją, by pozostać legalnie.
Jest tak wiele spraw, które się tej chwili dzieją , że człowiek wstrzymuje oddech, bo sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. Chce się napisać o czymś co zaistniało i trwa. Czegoś  takiego  nie ma.  Żadna wiadomość nie jest ostateczną wiadomością, nie wiadomo czego się trzymać. Cały czas jedna wielka improwizacja, zgadywanie co dalej. Jak się zachować, żeby przeżyć.
Nasze pozwolenie na pobyt wygasa na początku maja . Może coś się wyklaruje. Spoglądam na jacht kolegi, jeszcze nie podnosi kotwicy, więc piszę. Gosia zalała owsiankę, ale śniadanie może zaczekać. Przed godziną, może mniej, podpłynąłem do niego, by dał mi pięć galonów wody pitnej, bo ma urządzenie do odsalania wody. Wziąłem   jeszcze słoiczek czy pojemnik po lekarstwach, znaleziony na plaży ,by napełnił go sokiem z cytryn, którego mu zbywało. Sok z limonki lub cytryny jest  niezbędny by konki były miękkie i  smaczne. Jest to rodzaj marynaty.  Mamy kilka cytryn, ale nigdy za dużo w sytuacji, kiedy oszczędzamy propan, a sałatkę przyrządza  się na surowo.
Mamy nadzieję, że Robin i Korbyt wrócą do nas za tydzień. Może przywiozą świeże  warzywa  i owoce nie tylko dla siebie, ale i dla  nas. Jesteśmy  w kontakcie emailowym.

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę