
Jadąc od granicy w Chyżnem samochodem kierujemy się do Centrum Trsteny ( nie wjeżdżamy na obwodnicę). Zaraz po przejechaniu mostu skręcamy w lewo i powinnismy zobaczyć niewielki parking obok restauracji. To dobre miejsce, bo właśnie tu zaczyna się ( kończy) ścieżka. Jadąc od Chochołowa i Suchej Hory parking mamy po prawej, jeszcze zanim dojedziemy do głównej drogi.
Początkowo trasa prowadzi wzdłuż rzeczki i zabudowań, by po chwili minąć zakład produkcji kabli. Przejeżdżamy pod wiaduktem obwodnicy i zaczynamy wspinaczkę. Trstena leży mniej więcej na wysokości 640 m. npm, punkt najwyższy trasy w Suchej Horze to około 810 metrów. Na pokonanie tej różnicy wzniesień mamy 14 km. Najdłuższy odcinek podjazdu, bo około 7 km kończy się mniej więcej na wysokości 725 metrów. Kolejne 100 metrów zyskujemy circa about na dystansie 4 km. Między tymi podjazdami jest bardziej lub mniej płasko. Jest też niewielki, około półtorakilometrowy zjazd.

Dość szybko zaczynamy sycić nasze oczy pięknymi widokami. Na początku jest to miejscowość Liesek rozciągnięta na dość dużej przestrzeni, a ograniczona wieżami dwóch kościołów. Początkowo podziwiamy jedynie fragment tatrzańskiej grani, zasłoniętej lokalnymi wzgórzami. Jednak z każdym metrem odsłania się coraz piękniejszy widok. Chłoniemy soczystą zieleń wokół nas, tu i ówdzie stadka pasących się krów. Wreszcie jesteśmy świadkami prac rolniczych: grabienia i układania walcowatych „stogów” siana. Dzieje się to oczywiście przy pomocy maszyn rolniczych.

Epoka grabi, ostrewek ( czyli pali, na których układało się kopy siana) odeszła bezpowrotnie w przeszłość. Trudno będzie rozognionym parom wbić się w taki ciasno zbity sienny walec wbić się w poszukiwaniu intymnych wrażeń.


Ścieżka zrobiona jest z lekko porowatego asfaltu, który powoduje, ze kółka przenoszą na stopę wibracje. Można się do tego przyzwyczaić, ale na dłuższa metę to przeszkadza. Z kolei po polskiej stronie nawierzchnia jest równa, ale z pobocza dostają się drobne kamyczki, które utrudniają jazdę. Na jednym z takich wywróciła się moja żona i nabawiła się kontuzji nadgarstka. Po drodze kilka gustownych mostków wyłożonych deskami, na których trzeba uważać.Trudno dociec, w którym kierunku będzie prowadzić droga. To jej dodatkowy walor.

Dojeżdżamy do tablicy z panoramą Tatr. Mamy pewne trudności w zidentyfikowaniu szczytów, ale po chwili części z nich przypisujemy właściwe nazwy. Panorama jest lekko zamglona, zbliża się południe i mocne promienie słońca przeszkadzają w podziwianiu widoków. Wyobrażam sobie jak tu pięknie musi być o zachodzie słońca.
Wreszcie granica. Jakże różni się od tej, która dzieliła dwa „zaprzyjaźnione” kraje bloku wschodniego. Paszporty, kontrole celne, dreszczyk emocji czy każą się rozpakowywać i przepuszczą nadmiarowe ilości alkoholu.Początkowo lekki spadek zamienia się w nieco ostrzejszy zjazd – niecałe 2 km. Kotlina Nowotarska położona jest wyżej niż Trstena (700 m npm), więc w drodze powrotnej czeka nas więcej zjazdów niż podjazdów. To dobra wiadomość, bo po kilkudziesięciu kilometrach na pewno będziemy mocno zmęczeni.

Mamy za sobą około 20 km. Zaczyna dawać się we znaki głód i pragnienie. Niestety, na trasie nie ma żadnych miejsc „posiłkowych”, nawet wjechać na rolkach do Czarnego Dunajca nie jest łatwo, bo trasa prowadzi obrzeżami miejscowości. Na szczęście wypatrzyliśmy stacje benzynową, która daje szanse na ciepłego hot-doga i mocna kawę…
Niestety wspomniana wcześniej kontuzja opóźnia naszą jazdę. Wracamy do stacji, żeby zmyć krew i kupić środek przeciwbólowy.
![]() |
| Słupki po słowackiej stronie chronią ścieżke przed wtargnięciem nieuprawnionych pojazdów |
Nadspodziewanie szybko jesteśmy na granicy. Popas. Zjadamy kanapki i szykujemy się do ostatniego etapu drogi. Mamy za sobą 34 km na rolkach.

Żona pobiła swoją życiówkę z NS-u. I to z ręką zawieszona na zaimprowizowanym z koszuli temblaku. Jest naprawdę bardzo dzielna. Stopy mocno bola od podjazdów. W miarę możliwości odciążam żonę i próbuje ja holować w niektórych momentach.
Teraz mamy świadomość, że obraliśmy dobra taktykę. Przed nami w większości zjazdy. Podbudowuje nas to psychicznie. Trochę zwiększa się ruch, ale i tak jest w miarę spokojnie. Nie bardzo wyobrażam sobie, co się tu dzieje w weekendy przy ładnej pogodzie!I jeszcze kilka zdjęć, których nie udało mi się zmieścić w tekście:
![]() |
| Stacja Drogi Krzyżowej |
![]() |
| Ruiny przystanku kolejowego w Suchej Horze |
![]() |
| A tyle zostało z dworca w POdczerwonem |
![]() |
| Autor nad Dunajcem, z którym łączą go mocno sentymentalne wspomnienia 🙂 |

![]() |
| Tak fajnie, ze mozna odlecieć.. |
![]() |
| Pierwszy odpoczynek po około 3 km |







Jeden komentarz do “Rolki pod Tatrami”